Przyjemne i pożyteczne

Moi wiosenni ulubieńcy

Wiosna – cieplejszy wieje wiatr, wiosna…. Niestety, wbrew słowom piosenki, nie ubywa mi lat, dlatego staram się ułatwić sobie życie i uprzyjemnić codzienność w okresie przejściowym pomiędzy powodującą bóle reumatyczne zimą a pełnią lata😉 Zapraszam na listę wiosennych odkryć i ulubieńców.

 

Golarka do ubrań

Skłamałabym mówiąc, że moja szafa nie wzbogaciła się o kilka rzeczy w związku ze zmianą pór roku, staram się jednak mocno ograniczać zakupy. Golarka do ubrań to ostatnio jeden z moich ulubionych domowych „gadżetów” – dzięki niej mogę odświeżyć garderobę a niektórym ubraniom wręcz podarować drugą młodość.

Nie wiem, gdzie była przez większość mojego życia, kiedy miałam już serdecznie dość nieestetycznie wyglądających zmechaceń na ulubionych swetrach, bluzach czy  koszulkach, które przez to zazwyczaj zbyt szybko dostawały etykietkę „po domu, bardzo po domu”?

Kupiłam golarkę do ubrań na prąd. Przyznawała się do niej jakaś niszowa marka, ale napis szybko się starł, więc nie pamiętam jaka. To była inwestycja rzędu 30-40 zł a efekt jest świetny. Większość ubrań, zarówno „dorosłych”, jak i dziecięcych, po goleniu odzyskuje dawną świetność!

Jedynym minusem mojego sprzętu jest to, że bardzo szybko się rozładowuje, ale podejrzewam, że wystarczy nieco bardziej niż ja przyłożyć się do wyboru modelu golarki, aby nie mieć takiego problemu.

 

Zielone herbaty marki Big-Active

Jestem kawoholiczką, ale gdyby kawa musiała zniknąć z mojego życia, to pierwszym wyborem byłaby zielona herbata. Kiedyś piłam ją w ogromnych ilościach, później zachowywałam względną abstynencję, żeby teraz, po kilku latach, znów codziennie sięgać po półlitrowy kubek tego napoju. Czuję, że mój organizm chętnie korzysta z jego prozdrowotnych właściwości.

Jeżeli nie kupuję eksperymentalnych mieszanek w herbaciarniach, to w sklepie sięgam po liściaste Big-Active. Nie jestem koneserką, więc nie opiszę Wam głębi smaku przy użyciu profesjonalnej nomenklatury. Musi Wam wystarczyć to, że według mnie te herbaty są bardzo smaczne😉

W opakowaniu, oprócz całych liści herbaty, znajdują się kwiaty lub kawałki owoców, które można po prostu zaparzyć albo… zjeść. Herbaty pięknie, naturalnie pachną i dobrze smakują. Do wyboru mamy kilka wersji smakowych. Moje typy to pigwa, malina i pomarańcza.

Niewielkim minusem jest opakowanie – w kartonowym pudełeczku znajduje się woreczek z herbatą, który po otwarciu staje się nieszczelny. Jeżeli komuś to przeszkadza, trzeba przesypać liście do słoika lub puszki.

Moją opinię na temat zielonych herbat Big-Active mogłabym zamknąć w zdaniu: w supermarkecie nie kupisz lepszych w takiej cenie😉

 

Sok z pokrzywy 100%

Pewnie nie jestem odosobniona w tym, że kiedy robi się cieplej wprowadzam zmiany do swojej diety. Z tym, że raczej nie eliminuję a dodaję do jadłospisu kolejne pozycje. Coś zdrowego oczywiście😉 Czuję, że mój organizm jest mi wdzięczny nie tylko za powrót do zielonej herbaty, ale także za kurację sokiem z pokrzywy.

Pokrzywa to jedno z moich ulubionych ziół. Nie ukrywam, że głównie dlatego, iż to jedyny „suplement” na skórę, włosy i paznokcie (obok cynku), który w moim przypadku naprawdę daje efekty – spektakularne i w bardzo krótkim czasie. Jednak oprócz właściwości „upiększających” pokrzywa działa prozdrowotnie.

Czy uwierzycie, że ta niepozorna roślina zawiera m.in. kwas foliowy,  świetnie przyswajalne żelazo, mnóstwo witaminy C, magnez, wapń, potas i krzem.

W internecie natknęłam się na różne informacje o jej cudownych właściwościach, łącznie z tym, że zapewnia wieczną młodość, ale ja stawiam na te bardziej wiarygodnie udokumentowane😉

Pokrzywa, dzięki całemu bogactwu składników pozytywnie wpływa na ogólną odporność organizmu, zapobiegając lub uzupełniając niedobory ważnych witamin i mikroelementów. Nie od dziś wiadomo, że to świetny lek na anemię. Posiada właściwości krwiotwórcze, dzięki niezwykle cennej mieszance dopełniających się składników: kwasu foliowego, żelaza, miedzi i witaminy K.

Pokrzywa pomaga oczyścić organizm, także po antybiotykoterapii, ponieważ wpływa na pracę nerek a jednocześnie uzupełnia niedobory. To roślina polecana w celu wzmocnienia organizmu, także dla osób zestresowanych i przemęczonych.

My co jakiś czas serwujemy sobie buteleczkę 100-procentowego soku z pokrzywy, który pijemy przez kilka dni a na co dzień popijamy herbatkę.

Na pokrzywę powinny uważać osoby, które przyjmują leki na cukrzycę oraz ci, którzy mają skłonność do krwotoków (nie przyjmujcie pokrzywy przed zabiegami chirurgicznymi!).

 

Organic Series, krem z kwasem laktobionowym

Krem z kwasem laktobionowym rekomendowała mi pani kosmetolog, u której byłam niedawno na pierwszej w życiu mikrodermabrazji (swoją drogą też polecam – na pewno będę powtarzać ten zabieg!).

Krem ma działać mikrozłuszczjąco, przy regularnym stosowaniu oczyszczać i, co dla mnie ważne, zwężać pory, regulować wydzielanie sebum, wzmacniać naczynka krwionośne a przy tym nawilżać i spłycać drobne zmarszczki. Do tego zawartość opakowania z higieniczną pompką to 100% składników naturalnych. Brzmi jak bajka? Dla mnie też tak brzmiało, bo jak dotąd NIC nie było w stanie utrzymać moich porów w czystości i sprawić, żeby były mniej widoczne. Dodatkowo, te obietnice producenta mają dość wysoką cenę, więc zanim zdecydowałam się na zakup 50 ml kremu korzystałam z próbek. Efekt ich działania na mojej skórze był w pełni zgodny z obietnicami producenta (oprócz spłycenia zmarszczek, ale na tym akurat najmniej mi zależało), co jeszcze nigdy nie zdarzyło się w przypadku kremu. Zainwestowałam więc w pełnowymiarowe opakowanie.

Producent zaleca stosowanie kremu na noc, jednak ja wypróbowałam go także pod makijaż, bo daje u mnie efekt błyskawicznego zmniejszenia porów – mój podkład mineralny dobrze się na nim „nosi”.

Każda cera jest inna i mój kremowy Złoty Graal niekoniecznie musi okazać się strzałem w dziesiątkę również dla Ciebie. Myślę jednak, że jeżeli jesteś po 30-tce  i masz wymagającą cerę, z tendencją do zanieczyszczeń jest to kosmetyk warty uwagi. Poczytaj o nim, poproś o próbki u kosmetyczki, wypróbuj.

Dla mnie minusem, oprócz dość wysokiej ceny, jest słaba dostępność kremu – na stronie producenta albo w hurtowniach lub salonach kosmetycznych.

 

Ubrania dla dzieci MyBasic

Dzieciaki ostatnio bardzo urosły i w poszukiwaniu ubrań, które uzupełnią ich garderobę, natrafiłam w internecie na stronę polskiej marki MyBasic.

Na pierwszy rzut oka spodobały mi się proste kroje i uniwersalne fasony, które można „wystylizować” typowo sportowo lub, w połączeniu z innymi ubraniami, nieco bardziej elegancko, żywe, piękne kolory oraz… zupełny brak nadruków. Dla mnie to ogromny atut a w sklepie zakup ładnej i jednocześnie gładkiej koszulki dla kilkulatka, bez napisów i wzorów, to nie lada wyzwanie.  Poczytałam trochę opinii o marce i zaryzykowałam pierwsze zamówienie.

Jestem bardzo zadowolona, choć nie jest tak, że te ubranka są niezniszczalne a pranie nie odciska na ich wyglądzie żadnego piętna (a również na takie opinie natrafiałam w internecie). A może po prostu to Dominik jest w stanie „wygrać” z każdym ubraniem i wytrzeć dziury na kolanach nawet w pancernych spodniach?;-)

Porównuję jednak do ubranek z sieciówek, których ceny regularne zbliżone są do tych w MyBasic. Uwzględniając to kryterium, w rozrachunku wad i zalet, polska marka wypada o niebo lepiej.

MyBasic szyje wszystkie modele z dobrej jakościowo bawełny, z niewielką domieszką elastanu. Mamy już „na stanie” bluzy, bluzki z długim rękawem, koszulki, spodnie dresowe, legginsy i sukienki – kolory są nasycone, żywe, NIE SPIERAJĄ SIĘ. Wszystko jest bardzo dobrze wykonane i wytrzymałe – ubrania nie prują się nigdzie, nie wypychają, nie mechacą.

Zauważyłam jednak, że szwy, np. w koszulkach, nieco się przemieszczają. Oczywiście nie jest tak, że ubranie wygląda brzydko a dziecko ma szew na plecach po pierwszym czy nawet po kilku praniach – jakość jest naprawdę w porządku. Muszę przy tym zaznaczyć, że piorę i prasuję ubranka zgodnie z zaleceniami producenta (max. w 40 stopniach; prasowanie na lewą stronę), ale już zakazu suszenia w suszarce bębnowej nie przestrzegam – być może właśnie to jest przyczyną (nieznacznego) przemieszczania się szwów w koszulkach.

U nas prawdziwym sprawdzianem dla marki są zawsze spodnie dresowe Dominika. Chłopak ma ewidentny talent do długodystansowych „pełzów” na kolanach i robienia dziur w spodniach. Jego rekord to dziury na dwóch kolanach po niespełna 3 tygodniach od zakupy w dresach z H&M (linia Basic).

Muszę stwierdzić, że i MyBasic nie wygrało z umiejętnościami mojego syna w tym zakresie, ale jednak wysuwa się na prowadzenie wśród popularnych marek dla dzieci. Spodnie mamy od kilku tygodni. Widać już, że dziura będzie, ale powstaje dłużej i, można by rzec, w znacznie lepszym stylu niż w przypadku innych spodni😉 Dresy nie wypychają się, nie świecą się za bardzo na kolanach po całodziennym użytkowaniu, także na czworaka. Widać jednak, że materiał stopniowo się przeciera, jest nieznaczna różnica w kolorze w okolicach kolan. Poza tym dresy nie straciły koloru, fasonu. Całokształt nadal prezentuje się estetycznie.

Jeżeli znacie jakieś pancerne dresy dla kilkulatka, dajcie znać!

 

Co skradło Wasze serca tej wiosny?:-)

 

 

 

Jeżeli lubisz, udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *