Przyjemne i pożyteczne

Podkład Annabelle Minerals – moja opinia

Annabelle Minerals to polski producent kolorowych kosmetyków o całkowiecie naturalnym składzie. W ofercie dostępne są bazy, podkłady, korektory, pudry, cienie, róże oraz, o ile się nie mylę, wkrótce także rozświetlacze – wszystkie w formie sypkiej. Trzy produkty – podkład, korektor i róż –  przetestowałam. Najdłużej znam się z podkładem i dzisiaj spieszę podzielić się z Wami moją opinią na jego temat.

 

Na początek co nieco o mojej cerze – to może być przydatna wiedza w przypadku opinii na temat podkładu. Moja skóra jest normalna, w kierunku mieszanej (bywają dni, kiedy muszę okiełznać świecenie czoła). Nie wygląda źle, ale mimo, że jest po 30-tce szaleje jak nastolatka i często zaprasza na imprezy (nie)przyjaciół w okolice żuchwy, ust i skroni, ujawnia swoją skłonność do zanieczyszczenia porów i pojawiania się suchych skórek w okolicach nosa i na czole.

Zaliczam się raczej do bladolicych – w przypadku płynnych podkładów wybierałam zazwyczaj najjaśniejsze odcienie lub drugie w kolejności. W mojej skórze widoczny jest żółty pigment, ale twarz ma tendencję do intensywnych naturalnych rumieńców a na stałe mam lekkie zaczerwienienia na nosie i w jego okolicach.

Czy w tych okolicznościach podkład Annabelle Minerals okazał się ideałem? Niestety nie.

Czy zostanie ze mną na dłużej? Z pewnością tak, bo z mojej perspektywy jego zalety są o wiele bardziej istotne niż wady, na które jestem w stanie przymknąć oko.

 

***

Niewątpliwym wyróżnikiem oferty AM jest naprawdę bogata gama kolorystyczna podkładów występujących w 3 formułach: matującej, rozświetlającej, kryjącej. Jestem przekonana, że większość zainteresowanych dobierze odpowiedni odcień dla siebie.

Osobiście miałam okazję wypróbować podkłady: matujący z gamy Natural, kryjący z gamy Golden oraz matujący z gamy Golden.

Mam zastrzeżenia co do tego, że odcienie z gamy Natural na stronie producenta opisywane są jako utrzymane w neutralnej tonacji, tymczasem w rzeczywistości wpadają w róż. Ten odcień nie do końca sprawdził się przy moich zaczerwienieniach, ale polubiłam wtedy formułę matującą.

Z kolei przy okazji testowania formuły kryjącej odkryłam idealny dla mnie odcień Golden Fair. Sama formuła nie przypadła mi do gustu, ale spodoba się pewnie tym z Was, które potrzebują mocnego krycia – ten podkład rzeczywiście robi to, co obiecuje producent. Konsystencja produktu jest bardziej kremowa niż w przypadku formuły matującej, jednak dla mnie nie była to zaleta.

Na mojej skórze podkład kryjący wymagał zmatowienia a dokładając kolejną warstwę makijażu w postaci pudru, czułam się już nieco „za ciężko”. Przy tym krycie było jak dla mnie nieco za mocne. Kiedy nabrałam za dużo na pędzel miałam wrażenie, że podkład jest bardzo widoczny na twarzy. Musicie jednak wiedzieć, że mam małą obsesję na punkcie niewidocznego na cerze podkładu/pudru, więc mogę trochę przesadzać😉

Z połączenia dwóch powyższych testów wyłoniła się odpowiedź na moje potrzeby – podkład w formule matującej, w odcieniu Golden Fair. Na nim skupię się w recenzji.

 

***

Podkład ma formę bardzo drobno zmielonego pyłku. Wersja matująca ma średnie, satysfakcjonujące mnie krycie. Daje nieco bardziej pudrowe wykończenie niż kryjąca. Nie ma to jednak nic wspólnego z płaskim matem. W moim przypadku po ok. 30 minutach podkład pięknie stapia się z cerą, staje się prawie niewidoczny i daje efekt mojej skóry tylko lepszej. O wiele lepszej.

Warto wspomnieć, że taki efekt osiągam przy użyciu naprawdę niewielkiej ilości podkładu. Kiedy nałoży się go za dużo, nie wygląda się dobrze, dlatego lepiej wpracować  w  skórę cieniutką warstwę i później co nieco dołożyć w razie potrzeby.

Przy podkładzie matującym zazwyczaj nie używam już pudru matującego. Matowienie na kilka godzin jest wystarczające, co jest dla mnie ogromną zaletą tego produktu. Nie wierzyłam, że trafię kiedyś na taki podkład. Po jakimś czasie strefa T zaczyna się świecić, ale to taki zdrowy błysk, który mi nie przeszkadza. Po puder ryżowy sięgam tylko czasami, zazwyczaj w „te dni w miesiącu”.

Podkład „nosiłam” na serum kolagenowym z Avy, oleju inca inchi, żelu aloesowym Holika Holika, ostatnio na dość bogatym kremie różanym Miya – za każdym razem dobrze współpracował.

Co dla mnie istotne, skład jest w 100% naturalny, same minerały. Mam poczucie, że skóra pod nimi oddycha. Podkład mnie nie uczula, nie zapycha. Mojej cery nie uleczył w cudowny sposób, jak wcześniej czytałam w wielu recenzjach tego kosmetyku, ale z pewnością nie przyczynia się do powstawania niedoskonałości. Dla mnie to bardzo ważne, ponieważ do tej pory wszystkie podkłady, nawet te z założenia niekomodogenne, powodowały pojawianie się wyprysków, czasami już po jednym użyciu.

Według mnie aplikacja tego kosmetyku nie jest trudna, choć trzeba poświęcić trochę czasu, aby znaleźć optymalną dla siebie metodę. Używam pędzla – czasami kabuki a czasami flat top – i nakładam podkład na sucho. Dla mnie to o wiele łatwiejsze niż aplikacja płynnych konsystencji, gdzie każda potencjalna plama razi. Tutaj dobrze dobrany odcień jest na tyle bezpieczny, że po prostu na luzie omiatam twarz pędzlem – aplikuję podkład nie do końca zgodnie z instrukcją producenta.

Warto jednak po raz kolejny zaznaczyć, że super efekt osiągam przy oszczędnym dawkowaniu a z tym podkładem łatwo przesadzić, zwłaszcza zanim oswoi się tę specyficzną, sypką formułę albo kiedy  spieszymy się przed wyjściem.

Podkłady AM można nakładać na sucho i na mokro. Próbowałam obu sposobów i pierwszy zdecydowanie bardziej mi odpowiada, ale to pewnie z powodu braku umiejętności makijażowych – na mokro powinno być z założenia bardziej naturalnie, tymczasem ja nie potrafiłam wyczuć mokrego pędzla i efekt zawsze był zbyt mocny.

Podkłady są dostępne w dwóch pojemnościach – 4g (39,90 zł) i 10g (64, 90 zł). Większa zdecydowanie bardziej się opłaca, ale minerały są na tyle wydajne, że nawet ta mniejsza posłuży Wam spokojnie przez kilka miesięcy.

 

***

A wady? Po pierwsze nie jest to trwały produkt. Nakładam cienkie warstwy i po 6 godzinach przychodzi czas na „dokładkę” i to solidną. Jeśli mam intensywny dzień, odnoszę wręcz wrażenie, że podkład po kilku godzinach całkowicie zniknął z twarzy, jednak ściera się równomiernie, nie tworzą się nieestetyczne plamy.

Podczas gorących albo po prostu intensywnych dni, na brodzie, nosie i w jego okolicach może się warzyć. Podkreśla wtedy także rozszerzone pory i wchodzi w zmarszczki, ale moim zdaniem i tak wygląda to lepiej niż w przypadku płynnych podkładów.

Na koniec największa dla mnie wada. Ten podkład jest bardzo „wymagającym” produktem. Nie wiem jak u innych, ale u mnie wystarczy minimalne zaniedbanie złuszczania lub nawilżania i BEZLITOŚNIE podkreśla każdą suchą skórkę. Nawet takie, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Ten efekt jest dla mnie na tyle rażący, że w dni, kiedy skóra jest w gorszej kondycji (w moim przypadku oznacza to właśnie przesuszenie), wolę zrezygnować z podkładu i świecić zaczerwienionym nosem jak renifer Rudolf. Dodam jednak, że sam podkład nie ma wpływu na przesuszenie mojej skóry.

 

***

W rozrachunku zysków i strat wyszło mi, że odnalezienie podkładu, który:

✔️nie robi mojej skórze krzywdy używany nawet wiele dni pod rząd

✔️wygląda bardzo naturalnie

✔️ma świetny skład

✔️jest bardzo wydajny

✔️wśród mnogości odcieni z łatwością dobieram ten idealny bez względu na porę roku

…jest o wiele ważniejsze niż to, że:

✔️bywają dni w miesiącu, kiedy nie mogę go użyć, bo wyglądałabym wtedy jak po zabiegu silnym kwasem😉

 

Annabelle Minerals zostaje ze mną!

Próbowałayście już podkładów AM? Jak współpracują z Waszą skórą?

 

 

 

Jeżeli lubisz, udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *