Sekretne życie matki

Siedem zachowań wobec dzieci, z którymi nie jest mi po drodze

Zazwyczaj z upodobaniem wytykam naszym pociechom, że dają nam w kość i wystawiają na próbę wytrzymałość psychiczną. Prawda jest jednak taka, że my – dorośli, też potrafimy uprzykrzyć im życie. Czasami niegroźnie a czasami zupełnie na poważnie i z druzgocącą skutecznością. Poniżej subiektywna lista zachowań wobec dzieci, które budzą mój sprzeciw. Niektóre z nich zapewne nie zrujnują maluchowi życia i nie są obiektywnie „złe” czy „naganne” – zdaję sobie sprawę, że wiele osób może mieć inne zdanie niż ja w tych kwestiach. Są i takie, które negatywnie wpływają na rozwój małego człowieka i jego funkcjonowanie w przyszłości, jak na przykład okłamywanie dziecka czy wyśmiewanie jego uczuć – mocno wierzę, że w tym przypadku wszyscy rodzice powinni być zgodni. Jestem ciekawa czy myślicie podobnie. Może dodałybyście coś do listy?

 

1.Przekłuwanie uszu małym dziewczynkom

Czy jest na sali ktoś, kto może mi wyjaśnić, jakie korzyści płyną dla małej dziewczynki (często niemowlęcia), której przebija się uszy pistoletem?

Żeby było jasne – ja nie jestem przeciwko. Uwielbiam kolczyki i bardzo prawdopodobne, że za jakiś czas pójdę z córka do kosmetyczki, która przebije jej uszy. Z tym, że nie nastąpi to wcześniej, nim ona sama nie wykaże realnego zainteresowania tematem (mam na myśli świadomie zadane pytanie „mamo, czy ja też mogę nosić kolczyki?”). I nie wcześniej niż w momencie, gdy tłumacząc jej na czym polega ten zabieg, że boli, że uszy się goją, będę czuła, że Hania naprawdę rozumie, co to znaczy.

Nikt mi nie wmówi, że narażanie na stres i ból czy to półrocznych, czy nawet 3-letnich dzieci (bez względu na to czy wierzy się w to, że „szybko zapomną”, choć ja akurat uważam, że takie wydarzenia w życiu małego człowieka nie pozostają zupełnie bez echa) jest czymkolwiek innym niż zaspokojeniem matczynej potrzeby. Uważam, że kolczyki i inne błyskotki odpowiednie do wieku dziecka to na tyle fajna sprawa, że warto poczekać z ich założeniem do momentu, w którym kilkuletnia dziewczynka będzie mogła świadomie cieszyć się nimi razem z mamą🙂

 

2.Okłamywanie dzieci co do przebiegu wizyt lekarskich i zabiegów medycznych, czyli słynne „nie będzie bolało”

Wyobraź sobie, jak byś się czuła, gdyby w trudnym momencie życia okazało się, że najbliższe osoby okłamują Cię i nie masz już nikogo komu możesz zaufać. Dziecko pewnie czuje się w takiej sytuacji o wiele gorzej, bo my – dorośli jesteśmy  w stanie uruchomić siłę woli, wziąć się w garść, poszukać pomocy gdzie indziej i ponownie zaufać, jeżeli się na to zdecydujemy. Okłamywane dziecko musi być cholernie przerażone, zdezorientowane i samotne.

Dominik przeszedł operację kardiologiczną i z pobytów w szpitalu pamiętam, że dzieci, które słyszały od rodziców prawdę, choćby o zwykłym pobieraniu krwi („będzie ukłucie, to może trochę boleć, ale krótko, cały czas będę tam razem z tobą”) nawet jeśli płakały już wtedy, gdy usłyszały, że „może trochę boleć”, to ogólnie znacznie lepiej znosiły procedury medyczne i sam pobyt. Bardzo szybko „chwytały”, że rodzice i personel mówią prawdę: niektóre zabiegi bolą, ale inne wcale nie – wystarczy zapytać a nie panikować na zapas.

Dzieci okłamywane (oczywiście wiem, że z założenia w dobrej wierze, ale jednak…) równie szybko „chwytały”, że nikt tu nie powie im, co je czeka, że boleć może w każdej chwili, nawet jeśli mama mówi coś innego. Te maluchy często już po jednym dniu reagowały histerycznym płaczem na widok lekarza, który podczas obchodu podchodził do łóżka.

Pamiętajmy, że okłamywanie dzieci nie uchroni ich przed bólem (a uwierzcie – tak bardzo chciałabym, żeby nasze słowa miały taką moc!) a sprawi, że stopniowo zaczną nabierać poczucia, że nie mogą nam ufać także w innych sprawach niż szczepienia, borowanie czy pobieranie krwi.

 

3.Zmuszanie dzieci do całowania i przytulania się, kiedy nie mają na to ochoty

Nie będę robić teraz wykładu o tym, że dzieci, które zmusza się do kontaktu fizycznego (wpychane na siłę na kolana wujka, wciskane w ramiona cioci, żeby ta mogła je ucałować z preferowana intensywnością) nabierają przekonania, że ich sprzeciw nie ma znaczenia  i że dorosłym się nie odmawia. Są przez to bardziej narażone np. na molestowanie seksualne. Przyjmijmy, że molestowanie, choć prawdopodobne, jest jednak czymś ekstremalnym.

Pomyślmy po prostu dlaczego tak zwyczajnie, na co dzień, narażamy swoje dzieci na tak duży dyskomfort jak niechciany kontakt fizyczny. Przecież to ludzie, tylko mali! Mogą, podobnie jak my, tego nie lubić. Mogą mieć dzień, w którym nie chcą, aby ktoś je dotykał.

Przypomnij sobie, jakie to uczucie, kiedy ktoś narusza Twoja strefę osobista  i mówiąc, zbliża się tak, że czujesz jego oddech na twarzy. Przypomnij sobie, jak to było, gdy w dzieciństwie ktoś przytulał Cię na siłę, Ty próbowałaś się wyswobodzić, ale nie miałaś szans, bo ściskano jeszcze mocniej.

Przywitać się i pożegnać można na różne sposoby. To ważny element naszych społecznych relacji i bardzo dbam, żeby moje dzieci to wiedziały. Pilnuję, aby przywitały się ze wszystkimi np. kiedy odwiedzamy rodzinę w czasie świąt, ale podkreślam, że mogą (nie muszą) zrobić to m. in. dając buziaka, przytulając, ale także podając rękę  czy mówiąc „dzień dobry” i uśmiechając się.

 

4.„Przyuczanie” niemowląt do spania w hałasie

Domyślam się, że ten punkt może wywołać pewne kontrowersje😉 Wiem, że wiele osób uważa, iż można (trzeba?) „nauczyć” dziecko spania w niesprzyjających warunkach. Mam jednak na ten temat nieco inna teorię.

Po pierwsze, z moich obserwacji – własnych dzieci oraz tych z bliskiego otoczenia – wnioskuję, że tego nie da się nauczyć. Po prostu – jeżeli nasze dziecko jest człowiekiem, który ma mocny sen, to owszem, będziemy mogli chwalić się znajomym, że nauczyliśmy je spać w hałasie. Jednak jeżeli trafi się nam egzemplarz, który jako część wyposażenia na życie otrzymał płytki sen i tendencję do łatwego wybudzania się, to… inni z pewnością ocenią, że nie spisaliśmy się i nie daliśmy rady „przyzwyczaić” go do drzemek regeneracyjnych podczas festynów z muzyką na żywo😜

Po drugie, nawet jeżeli bardzo się mylę i każde dziecko da się „wytresować” do spania przy odgłosach strzelania pokrywkami czy innego techno, to pytam – po co? Czy naprawdę te drzemki, których przecież szybko robi się coraz mniej, stopniowo skracają się aż w końcu nie ma ich wcale, tak bardzo paraliżują życie rodziny, żeby celowo utrudniać dziecku spanie (mam na myśli te dzieci ze słabym snem, bo śpiochom i tak nic nie przeszkadza😉)? Czy gdyby Twój mąż chciał zdrzemnąć się w ciągu dnia, to zaczęłabyś celowo krążyć wokół niego, podkręcając moc odkurzacza czy raczej zamknęłabyś drzwi sypialni, aby pozwolić mu odpocząć?

 

5.„Taki duży chłopiec i płacze?”, „Mężczyźni nie płaczą”, „Nie bądź mazgajem. Przecież to wcale nie boli.”

Jestem mamą dzieci obojga płci i szlag mnie trafia, kiedy słyszę taki tekst wypowiadany w kierunku mojego syna albo jego kolegów z piaskownicy. Wyjdźmy w końcu z mentalnej Sparty, gdzie słabych zrzucano ze skały a siedmioletni chłopcy przechodzili pod opiekę ojca, który uczył ich jak zabijać mieczem.

Przerwijmy to błędne koło i nie wychowujmy kolejnego pokolenia facetów, którzy chodują wrzody żołądka, bo wierza, że łzy to oznaka słabości.

Przestańmi wciskać naszym dzieciom, że czuć smutek albo przyznać się do bólu to wstyd. Niech nasi synowie, w przeciwieństwie do naszych ojców, braci i mężów, nie mają oporów przed pójściem do lekarza.

Niech nie wierzą w to, że przeznaczeniem dużych chłopców, jest być twardym, zapieprzać po godzinach, żeby móc przedłużyć swoją męskość dużą furą i tak aż do pierwszego (być może jednocześnie ostatniego) zawału w wieku 40 lat.

Pokażmy naszym chłopakom, że można mówić o tym, co się czuje i nie być „mięczakiem”.

 

6.Pytanie dziecka „Kogo bardziej kochasz? Kogo wolisz – mamę czy tatę?”

„Kogo wolisz?” – co to w ogóle znaczy?! Jak można stawiać dziecko przed takim wyborem, nawet w żartach (a może zwłaszcza w żartach nie powinno się?). Tutaj nie będzie długiego komentarza. Po prostu warto poprosić pytającego, w zależności od jego sytuacji rodzinnej, np. żeby powiedział głośno, które ze swoich dzieci kocha bardziej albo czy wybrałby żonę, czy mamusię, gdyby mógł uratować tylko jedną z nich z płonącego domu. Myślę, że większość zrozumie ten przekaz😎

 

7.Urządzanie pokoju i ubieranie kilkulatka zgodnie z własnymi preferencjami

O rany! Jak to kusi! Jak bardzo mnie to kusi! Jak bardzo czasami próbuję przekonać mojego 6-latka, żeby rozważył zakup butów bez wizerunku Spidermana albo że 30 kolejnych fluorescencyjnych naklejek na ścianie może stworzyć wrażenie chaosu😉 Ale jeśli po kilku podejściach widzę, że on naprawdę jest pewien swojego wyboru, to odpuszczam. Z ciężkim sercem (bo już widzę jak mu NIE pasują do wszystkiego te kiczowate buty ze Spidermanem), ale jednak pozwalam decydować.

Styl skandynawski w pokoju jest super do momentu, w którym całkowicie rozmija się z wizją młodego mieszkańca. Są sprawy, w których to rodzice podejmują ostateczną decyzję, ale jest też całe mnóstwo takich, które nie mają krytycznych konsekwencji dla zdrowia i życia😉 Pozwólmy dzieciom decydować a nawet zachęcajmy je do tego (żeby nie tracić długich godzin na wyborze koloru skarpetek, dajmy po prostu ograniczony wybór: czerwone czy zielone?).

Niech uczą się samodzielności w podejmowaniu decyzji, niech odkrywają, co lubią, jak zmienia się ich gust na przestrzeni miesięcy i lat.

Niech uwierzą, że ich zdanie się liczy. Niech nabierają pewności i asertywności.

Niech zrozumieją konsekwencje (np. że te 500 świecących naklejek trzeba zerwać, jeśli chce się zmienić kolor ścian).

Niech uczą się siebie metodą prób i błędów już teraz a nie wydając kupę kasy na terapię, gdy dorosną😉

 

 

 

 

 

 

 

Jeżeli lubisz, udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *