Co mi w duszy gra

Czy można zostawiać dziecko samo w domu

Powiem wprost, że włosy jeżą mi się na głowie a ciśnienie krwi wzrasta do niebezpiecznych wartości, kiedy uświadamiam sobie, jak wiele osób – także tych pięknych, młodych i wykształconych – zostawia swoje MAŁE dzieci same w domu. Nie mówię o młodszych nastolatkach, czy nawet 10-cio albo 8-latkach. Ludzie pozostawiają bez opieki dzieci 4-5-letnie a nawet śpiące (w momencie, gdy wychodzą…) niemowlęta. Jeżeli wśród nas jest ktoś, komu przyszło coś takiego do głowy to proszę i zaklinam: nie idź tą drogą!

 

Po pierwsze – to niezgodne z prawem. Jeżeli cokolwiek  stanie się dziecku w czasie nieobecności opiekuna, grozi za to odpowiedzialność karna. W art. 106 kodeksu wykroczeń czytamy:

„Kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim do lat 7 albo nad inną osobą niezdolną rozpoznać lub obronić się przed niebezpieczeństwem, dopuszcza do jej przebywania w okolicznościach niebezpiecznych dla zdrowia człowieka, podlega karze grzywny albo karze nagany.”

Konsekwencje prawne dla rodziców pojawiają się także wtedy, kiedy dziecko coś przeskrobie, gdy nie ma ich w pobliżu – dziecku, które nie ukończyło 13 lat, nie można przypisać winy.

Niestety, smutna prawda jest taka, że jeżeli ktoś praktykuje takie zachowanie, to kodeks cywilny mu niestraszny. Gdyby wszyscy przejmowali się potencjalnymi konsekwencjami swoich czynów, to ludzie nie wsiadaliby pijani za kierownicę ani nie hejtowaliby w Internecie.

 

Skoro nie przepisy to może skarga do MOPS-u przekona nieprzekonanych. Wystarczy jedno zgłoszenie od „zaniepokojonego” sąsiada a instytucja ma obowiązek zareagować i wszcząć procedury, które zweryfikują zasadność zgłoszenia. Rodzic może mieć problem. Jeśli zachodzi jakiekolwiek podejrzenie, że nie wykonuje swoich obowiązków wynikających z kodeksu rodzinnego, to sprawa jest przekierowana do sądu rodzinnego, gdzie najczęściej zostaje ustanowiony kurator.

 

MOPS nie? Cóż, może w takim razie opinie psychologów i pedagogów na ten temat pomogą rozwiać wątpliwości. Najczęściej spotykaną przeze mnie opinią wśród psychologów pracujących z dziećmi, z którymi rozmawiałam osobiście, czytałam lub słuchałam ich wypowiedzi była ta, że (uogólniając) dzieci przed 10 rokiem życia nie powinno się zostawiać samych w domu a i wtedy nie zawsze są na to gotowe. Pamiętajmy, że zdolność myślenia abstrakcyjnego, czyli m.in. przewidywania następstw własnych czynów kształtuje się mniej więcej ok. 12-ego roku życia!

 

Moja opinia jest taka, że BEZDYSKUSYJNIE bez opieki nie powinny pozostawać niemowlęta i małe dzieci, mniej więcej do 6-7 roku życia. Dzieci w wieku szkolnym, w zależności od ich rozwoju, cech charakteru, ich samodzielności możemy przygotowywać do tego, że czasami pozostaną na krótko same w domu.

 

Kiedyś natknęłam się na wywiad, w którym psycholog Anna Suligowska zamyka w słowach dokładnie to, co myślę na ten temat:

„Bezpieczeństwo dziecka w domu jest zależne od wielu czynników, przede wszystkim jego dojrzałości i samodzielności. Jedno dziecko będzie w tym czasie spokojnie grać czy czytać książki, inne wpadnie na pomysł przygotowania obiadu dla rodziców. Nie możemy liczyć na rozsądek swoich dzieci, zwłaszcza gdy są takim wieku, że wiele nieprzewidzianych rzeczy mogą zrobić zwyczajnie z nudów lub ze strachu. Często nawet dorosły jak na swój wiek nastolatek w sytuacjach kryzysowych, takich jak awaria prądu, pożar czy włamanie, poczuje przerażenie i bezradność.”

 

***

Dobrze – jeżeli jesteś jakimś cudem w grupie tych, którzy zostawiają małe dzieci bez opieki lub dopuszczają takie postępowanie, to wybacz, ale mogę wyrecytować z pamięci „argumenty” z Twojego repertuaru:

„Pamiętam, jak z kluczami na szyi wracało się po szkole do pustego mieszkania. Nigdy nikomu nic się nie stało…”, „Bo kiedyś to….” – takie coś nie przekonuje mnie w żadnej sytuacji i pachnie mi zgorzkniałym, samotnym staruszkiem, który nie może pogodzić się z upływem czasu. Jest „dzisiaj a nie „kiedyś”. Nie wiem, może Tobie to umknęło, ale od czasów, które przywołujesz upłynęło pewnie co najmniej 20 lat. Inna była świadomość, inne realia życia, inne relacje społeczne – dzisiaj wiele osób nie zna nawet swoich sąsiadów z tej samej klatki, nie mówiąc o zaufaniu międzysąsiedzkim. Kiedyś nawet samochodów było mniej na tej drodze, którą dzieci wracały same ze szkoły, więc pod tym względem było po prostu bezpieczniej. Ba! Kiedyś bicie dzieci było normą, także w szkole. Musisz zrozumieć, że „kiedyś” już minęło i zacząć żyć w realiach teraźniejszości.

 

„Bo dzieci trzeba uczyć samodzielności! Takie później rosną niemoty, którym trzeba podać wszystko pod nos!” – Faktycznie, trudno nie zgodzić się, że jest teraz tendencja do zwalniania dzieci z obowiązków i otaczania ich nadmierną troską, tyle że… jakby to ująć?… Może najprościej – samodzielność nie ma nic wspólnego z pozostawianiem malucha bez opieki. Samodzielność, to umiejętność „ogarnięcia” swojego otoczenia, ubrania się, zrobienia sobie kanapki, spakowania plecaka na zajęcia sportowe. Samodzielnemu dziecku pozostawionemu samotnie w domu też może wpaść do głowy głupi pomysł albo stać się krzywda.

 

I uwaga – werble – mój zdecydowany faworyt, który niezmiennie rozkłada mnie na łopatki: „Przeznaczenie.”, „Jeśli coś ma się stać, to stanie się, gdy będziesz za ścianą”, „Nie uchronisz przed wszystkim swojego dziecka”. Oczywiście! Nie łudzę się, że uchronię, choć tak bardzo bym tego chciała. Co więcej – mocno wierzę w przeznaczenie! Tylko czy w miarę inteligentny człowiek nie widzi różnicy pomiędzy sytuacją, kiedy dziecko złamie nogę skacząc z szafy, podczas gdy rodzice są w drugim pokoju a kiedy złamie ją, gdy planują wrócić z supermarketu za 1,5 godziny?

 

Nie widzisz różnicy pomiędzy akceptacją przeznaczenia a nierozsądnym prowokowaniem losu? Naprawdę nie widzisz różnicy pomiędzy nadopiekuńczością a ignorowaniem swoich rodzicielskich obowiązków?

 

To, że w pewnych aspektach minimalizujemy ryzyko, wcale nie znaczy, że boimy się życia! Do cholery! Każdy z nas może zginąć w wypadku samochodowym, ale jednak większość z nas zapina pasy i stara się jechać ostrożnie, żeby tego wypadku uniknąć, czyż nie?

Każdy z nas może przewrócić się na oblodzonym chodniku i jeżeli jest mu to pisane – uderzyć z impetem potylicą w zamarznięte podłoże i umrzeć. Ale mimo to, że być może takie jest Twoje przeznaczenie, to instynktownie stąpasz ostrożnie i powoli, kiedy wyczuwasz, że idziesz po lodzie, prawda?

Każdy może zostać okradziony, ale raczej odruchowo chronimy i przytrzymujemy torebkę, w której jest telefon i portfel, zamiast wkładać banknoty do tylnej kieszeni spodni tak, żeby wystawały, mam rację?

Jeżeli tak chętnie powierzasz swoje dziecko w ręce tego „przeznaczenia”, z którym nie warto się spierać, to mam propozycję inspirowaną cytatem ze Stevena Hawkinga – przestań minimalizować ryzyko nieszczęścia także w swoim przypadku i wchodź dzisiaj na ruchliwe ulice znienacka, nie rozglądając się na boki. Serio. Mówię poważnie. Po co zachowywać ostrożność? Jeśli takie jest Twoje przeznaczenie to i tak przeżyjesz.

 

***

Pomimo emocjonalnego i być może nieco moralizatorskiego tonu tego wpisu nie chcę nikogo obrazić. Po prostu jest to dla mnie bardzo ważny temat i porusza we mnie najczulsze struny, bo osobiście, choć nigdy nie pozostawiłabym malucha samego na dłużej, wybiegłam kiedyś z mieszkania, zostawiając śpiące dzieci (w tym jedno 4-miesięczne), żeby dogonić męża schodzącego po schodach, dać mu klucze, o których zapomniał i powiedzieć kilka słów. Nie było mnie dosłownie trzy minuty a kiedy wróciłam moje niemowlę krztusiło się mlekiem, które się ulało. Przecież zawsze po karmieniu układałam ją na boku. Przecież nigdy wcześniej nic takiego się nie działo! Prawdopodobieństwo, że zdarzy się akurat w ciągu tych kilku minut, było znikome. A jednak…

Mocno wierzę w każde słowo, które tu napisałam. Od wielu lat trwam i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że pozostawianie małych dzieci w domu, to nie jest kwestia nauki samodzielności, chowania ich pod kloszem a elementarna dbałość o ich bezpieczeństwo – zdrowie i życie. Jeżeli choć jedna osoba pod wpływem tego tekstu zrezygnuje z pozostawienia w domu małego dziecka bez opieki, będę szczęśliwa!

Chociaż nie neguję tego, że pewnie w 99% takich sytuacji zupełnie nic się nie dzieje a większość tych dzieci rośnie zdrowo i szczęśliwie, to naprawdę nie przekonują mnie historie o tym, że „zostawiałam już Krzysia wiele razy”, „moja Agatka zawsze ogląda książeczki, kiedy wracam”.

Wiesz dlaczego? Dlatego, że jestem matką.

 

Nie dopuszczamy tego do siebie, ale pożary, upadki z okna, niespodziewane ataki padaczki, zachłyśnięcia wymiocinami podczas snu i wiele innych niecodziennych wypadków zdarza się także NAM, nie tylko „innym”. MY, NASZE DZIECI, możemy być w tym 1 procencie nieszczęsnego marginesu. Możemy być bohaterami tych niewiarygodnych, tragicznych historii, które krążą po mieście przekazywane z ust do ust jako przestroga.

 

Kiedy choć przez chwilę wyobrażam sobie, że moje dziecko straciłoby zdrowie lub życie, kiedy obok nie było nikogo, kto chociaż spróbowałby mu pomóc, to wiem, że nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. Umarłabym w środku na zawsze. Po prostu.

Zanim wyjdziesz, proszę – pomyśl o tym. Przecież Ty też jesteś mamą.

 

 

 

 

 

 

 

 

.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeżeli lubisz, udostępnij

4 komentarze

  • Mama

    Jeeeezu. Raz jeden zostawilam dziecko 5msc w aucie. Otwartym. Na 30 sekind bo poszłam zapłacić na stacji za paliwo…caly ten czas panicznie sie bałam ze cos się stanie. Nie warto. A kilka razy zostawilam ją z naszą 94letnia babcią. W łóżeczku. Śpiąca. Tylko żeby wyskoczyc do sklepu po drugiej stronie drogi… i tylu wizji pożaru, zatrzasnietych drzwi, zakrztuszenia, mojego bycia potrącona przez auto i innych dramatów nie mialam w żadnej innej sytuacji… i na samą myśl, że zostawiam ją samą na dłużej niz kilka minut gdziekolwiek czuję strach. Nie wierzę, że któraś mama zostawia beztrosko niemowlę samo i idzie gdziekolwiek na dłużej niz 5 min…

    • byledo20

      A jednak tak się zdarza. Osobiście dwa razy spotkałam się z pytaniem dlaczego nie zostawiam swojej córki w domu, kiedy odprowadzam i odbieram starszego synka z przedszkola – przeciez tak „byłoby wygodniej”! Pierwszy raz zapytano mnie o to, kiedy mała miała jakieś 3 miesiące a drugi raz usłyszałam to pytanie całkiem niedawno – Hania ma teraz 20 miesięcy. Obie pytające to matki…
      Dzięki, że poruszyłas ważną kwestię, o której nie wspomniałam a która uzupełnia tekst – nie tylko dziecku może stać się krzywda. Także mama, która tylko „wyskoczy po mleko” może nigdy nie wrócić.

  • Jarasz

    Jakże się cieszę, że wychowywałem się 20 lat temu i wtedy mogłem zostać sam w domu. I wtedy dzieci wiedziały, żeby nie ruszać noży i nie włączać gazu. Smutne są te współczesne dzieci, aż mi ich trochę szkoda, no ale widać takie czasy nastały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *