Co mi w duszy gra

Spróbuję być mamą najlepiej jak potrafię

Jeżeli zastanawiasz się czy jesteś dobrą mamą, to już sam ten fakt świadczy, że nią jesteś! Pozwól, że zgadnę – Ty widzisz to inaczej. Obserwujesz, słuchasz i porównujesz się, mniej lub bardziej świadomie, do innych matek. I tak, możliwe, że kiedy oceniasz, że ktoś jest od Ciebie w jakimś aspekcie lepszy, wyzwala to w Tobie motywację. Dostajesz pozytywnego kopa i planujesz zmiany. Ale powiedz szczerze – ile razy to poszło w dobrym kierunku, ile razy porównywanie się z inną matką naładowało Twoje akumulatory energią? Nigdy? No właśnie.

 

Tamta dziewczyna tak dobrze potrafi opanować sytuację, kiedy jej dziecko wpada w histerię. Jest spokojna, ale stanowcza. Działa pewnie i skutecznie. Zna odpowiednie metody, nie ma wątpliwości. Nie to co Ty – roztrzęsiona i wyłapująca krytyczne spojrzenia przechodniów.

Ta druga, tak pięknie, z dumą opowiada o swoim dziecku. Na pewno ma z nim wspaniałą relację. Pewnie potrafi nie złościć się na nie. Nie miewa myśli o tym, że chciałaby wyjechać gdzieś sama. Nie krzyknie nigdy, żeby w końcu było cicho. Nadaje się ma matkę w przeciwieństwie do Ciebie.

Z kolei tamta – wygląda jak trenerka fitness. Zawsze „zrobiona”. Ma jakoś czas, żeby pobiegać, pójść na trening, do kosmetyczki, rano zrobić fryzurę a nie po prostu użyć grzebienia. A przecież widziałaś ją z trójką dzieci.

Za to tamta, która mieszka w klatce obok bezproblemowo godzi pracę zawodową z życiem „domowym”. Dopiero co wracała z pracy a już za chwilę wychodzi z domu i pędzi z dziećmi na kolejne zajęcia dodatkowe. Takie ułożone te dzieci, takie elokwentne… Nic dziwnego, skoro kiedy spotkałyście się w garażu, okazało się, że Ty jedziesz ze swoimi do supermarketu a ona  – na spektakl teatralny.

Tamta dziewczyna to gaduła, pełna energii, sympatyczna, życzliwie nastawiona do świata, uśmiech nie schodzi z jej twarzy. Z pewnością czuje się szczęśliwa. Nigdy nie narzeka. Potrafi panować nad emocjami. Nie zdarzają się jej niekontrolowane wybuchy. Kiedy na nią patrzysz, przypominasz sobie wszystkie sytuacje, kiedy traciłaś kontrolę i krzyczałaś – jak wariatka!

A tamta? Twoja sąsiadka z dołu? Tak, ta, która zawsze wygląda świeżo. Nigdy na zmęczoną. Daje radę, nie narzeka. Jest mamą od 6 miesięcy. I tak, mówiła, że są trudne chwile, ale ona się nie poddaje. Uparcie próbuje. Jest matką, więc znajdzie rozwiązanie. Dlaczego zatem Ty, mając półroczne dziecko, siedziałaś bezradnie, wyglądając jak zombi i płacząc – z bezsilności i zmęczenia. Chyba jesteś trochę nieogarnięta? Macierzyństwo nie jest dla słabych. Nie mów nikomu, bo jeszcze się wyda!

 

***

Obserwujesz, po swojemu interpretujesz zachowania innych matek i malejesz z każdą chwilą… Czujesz się gorsza, niewystarczająca, bezradna w zderzeniu z rzeczywistością. Coś jest z Tobą nie tak, skoro inni mogą być a Ty nie jesteś: zawsze opanowana, konsekwentna, wyluzowana, w rozmiarze 38, kreatywna w planowaniu czasu, zafiksowana na wszystko bio i organiczne dla Twojego dziecka.

Nagle, nie tylko Ty sama, ale także wszystko, co wypełnia Twoje życie staje się jakieś takie… byle jakie, nie na wysoki połysk, zaniedbane w porównaniu z „haj lajfem” pozostałych. Może nawet myślisz, że męża masz „gorszego” i dzieci „nie takie”, jakie mogłyby być.

Zapętlasz się w tym i nie możesz przestać. Tworzysz spiralę. Widzisz coraz więcej swoich błędów, niedoskonałości, deficytów, niedociągnięć. Jeszcze wczoraj byłaś wdzięczna, że „wszyscy zdrowi”, że jest jak powinno, ale teraz widzisz już tylko to, czego brak.

Czegoś za mało. Czegoś za dużo. Za mocno. Za słabo. Podniesiony głos. Szarpnięcie. Nie spakowałaś bibuły do plecaka. Obiecałaś lizaka w przedszkolu, żeby zdążyć do pracy. Nie byłaś konsekwentna. Nie byłaś elastyczna. Nie wyrobiłaś się. Wyrobiłaś się, ale kosztem czegoś. Zaproponowałaś bajkę zamiast planszówki. Sto razy zaklęłaś pod nosem. Wspominałaś czasy sprzed dzieci. Zmęczona byłaś, choć to nie wypada. Bo narzekasz a przecież to pralka pierze, babcia nie miała pampersów a inne chciałby takiego kołowrotku, ale mieć go nie mogą. Więc bluźnisz.

Za słabo się starasz. Za bardzo sobie pobłażasz. Że kochasz? To za mało. Że chcesz być lepsza? Ale nie jesteś.

 

***

A może Twoja psychika broni się inaczej. Na zewnątrz jesteś skałą i opoką. Masz tak wytrenowaną mimikę, pozy i kwestie dopasowane do każdego scenariusza, że patrząc z boku, ma się wrażenie, że  radzisz sobie tak dobrze, jak mało kto. Że nic w macierzyństwie nie jest dla Ciebie wyzwaniem. Budujesz swoją rolę tak długo, że już prawie sama w to wierzysz  – fake it till you make it.

Jednak, gdyby ktoś usłyszał Twoje myśli, zdradziłyby Cię. Żeby bronić się przed tym okropnym poczuciem, że robisz coś nie tak, reagujesz na inne matki z niechęcią, lekceważeniem i pogardą.

Przez trzy lata nie dała dziecku cukru – dziwaczka, fanatyczka, nienormalna.

Pozwala dziecku skakać z najwyższej gałęzi – nieodpowiedzialna, bezmyślna, chce być fajna na pokaz, zobaczymy czy na chirurgii będzie taka wyluzowana.

Zawsze jest umalowana na placu zabaw, eksponuje umięśnione uda w szortach – paniusia, chyba jej się z pokazem mody pomyliło, niech się lepiej dzieckiem zajmie, zamiast biegać po siłowniach, niech starzeje się z godnością.

JA nigdy bym tak nie zrobiła!

Wkurzają Cię, nawet jeśli obiektywnie nie robią nic nagannego czy dziwnego. Po prostu zajmują się swoimi dziećmi inaczej niż Ty. A skoro Ty nie jesteś pewna siebie i w głębi duszy ciągle obawiasz się czy postępujesz właściwie, wybierasz dobrze, wystarczająco się angażujesz, to zażywasz antidotum, które sobie wymyśliłaś – starasz się samej sobie wmówić, że ktoś postępując inaczej, robi źle. Ona gorzej – Ty lepiej. To łatwiejsze i boli znacznie mniej niż przyznać się, że czasami coś nas przerasta.

 

***

Porównywanie się to jedna strona medalu. Jeżeli chwilę się nad tym zastanowić, to prawie nigdy nie wynika z niego nic dobrego – obniża naszą samoocenę, pogarsza samopoczucie, blokuje rozwój, bo poświęcamy mu czas i energię, które można zainwestować w to, aby stawać się lepszym rodzicem (czy człowiekiem w ogóle).

Jest jednak jeszcze coś z czym porównywanie jest mocno skojarzone – ocenianie. Boimy się zostać ocenione, boimy się wyroków na siebie i nasze macierzyństwo a jednocześnie same niejednokrotnie krzywdzimy kogoś oceną.

Tak trudno na co dzień pamiętać, że każdy z nas dostrzega tylko fragment rzeczywistości. Że zachowania innych, obserwujemy najczęściej bez kontekstu. Że każdy ma swoją historię, doświadczenia, właściwą sobie konstrukcję psychiczną.

 

Warto czasami zatrzymać się, zanim postawimy własną diagnozę:

Trochę podziwiasz, a trochę masz za złe sąsiadce, że tak „zawyża standardy”, łącząc z uśmiechem na ustach pracę i opiekę nad dziećmi. Nie możesz odgadnąć, jak to wszystko tak idealnie jej się spina i wychodzi.

  • Być może od zawsze wymagano od niej za dużo i dzisiaj nie umie zwolnić się z żadnego obowiązku, już nie ma siły, ale nie chce wyjść na „słabą”.
  • Może nie ma wyjścia i musi godzić wszystko, bo jest w związku z facetem, który nie poczuwa się do roli ojca, ale nie umie się z nim rozstać.
  • A może robi to po prostu, bo lubi i wcale nie jest tak, że wszędzie jest na czas, dzieci zawsze odpytane przed klasówką a szef zawsze zadowolony z pracy – ona się uśmiecha, bo wie, że nie musi być we wszystkim najlepsza, nie musi niczego udowadniać i nie przejmuje się tym, jak to wszystko wygląda „z boku”.

Wkurza Cię, tamta, która bez przerwy się uśmiecha, nigdy nie narzeka, sprawia wrażenie jakby nigdy nie była zdenerwowana. To niemożliwe – pozerka!

  • A może jakaś choroba, jakieś wydarzenie w życiu sprawiło, że teraz uśmiecha się bez przerwy, że docenia każdą chwilę i wie, co jest warte złości a co nie.
  • Może po prostu to osoba o mocnej konstrukcji psychicznej  i nie robi tego na pokaz. Pewnie spotyka ją na co dzień tyle samo trudnych sytuacji, co Ciebie, tyle, że ona patrzy na całokształt. Postrzega swoje życie jako dobre i na tym się skupia. Uśmiech jest częścią jej stylu bycia.
  • A może właśnie to dziewczyna, która podobnie jak Ty, coś w sobie dusi. Może maskuje swój lęk, niepewność, smutek. Może, gdybyście miały okazję ze sobą szczerze porozmawiać, okazałoby się, że to Twoja bratnia dusza.
  • Może rzeczywiście to uśmiech na pokaz. Nawet jeśli  – co Tobie do tego? Idź w swoją stronę – nie bruźdź w swoich emocjach, nie analizuj.

 

Może… może… może… Możliwości jest mnóstwo a my przez pryzmat swoich doświadczeń, wychowania, aktualnego nastroju jesteśmy w stanie dostrzec tak niewiele. Staram się o tym pamiętać, kiedy ktoś ocenia mnie, jak i wtedy, kiedy ja mam ochotę wydawać oceny na czyjś temat.

 

***

Dlatego, Mamo, nie porównuj się, chyba że do siebie samej sprzed lat, miesięcy, tygodni, aby rozwijać się i wyciągać wnioski. Samoakceptacja daje wolność!

Bądź obserwatorem, bo wtedy masz szansę nauczyć się czegoś. Walcz z chęcią osądzania innych matek a po jakimś czasie zauważysz, że i na siebie patrzysz łaskawszym okiem.

Zastanów się jakie masz priorytety, w czym jesteś dobra i w czym chcesz się doskonalić. Skup się na tym i postaraj się nie zawracać sobie głowy drobiazgami, takimi jak komentarze niezbyt ważnych dla Ciebie osób.

Pamiętaj, że Kimkolwiek jesteś, jakakolwiek jesteś, łączy nas to, że każda z nas jest matką. Nie znam takiej, której nie dręczą, choćby od czasu do czasu, wyrzuty sumienia, która nie bywa swoim najsurowszym krytykiem. Nawet jeśli na co dzień wszystko jest ok, to poczucie bycia niewystarczającą w jakiś sposób dopada nas często w najmniej spodziewanym momencie. Ja też tak mam. Ale staram się nie zapominać o tym, że choćbym czuła się jak najgorsza matka świata, to jutro, przy porannej kawie zacznę swoje macierzyństwo od nowa i będę mamą najlepiej jak potrafię.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeżeli lubisz, udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *