Przyjemne i pożyteczne

Nasi zimowi towarzysze, czyli 5-ka pewniaków do ochrony skóry przed zimnem

Nie jest dobrze a będzie jeszcze gorzej…😉 Zimno i już. Oprócz ciepłych ubrań sięgamy już po produkty, które ubierają w warstwę ochronną wrażliwą dziecięcą – i nie tylko – skórę. Przygotowałam dla Was listę naszych ulubionych „ochraniaczy” na mróz i wiatr. Wybierając produkty dla dzieci na zimę, kieruję się dwoma głównymi kryteriami: dobry skład, bez wody. Poniżej znajdziecie produkty o różnych konsystencjach, cenach, łatwo i nieco trudniej dostępne – myślę, że każda z Was, która zastanawia się, co wybrać, znajdzie coś odpowiedniego.

 

Weleda, Nagietkowy krem na wiatr i niepogodę

 

zdjęcie ze strony producenta

 

Świetny skład! Zawiera olej sezamowy, olej ze słodkich migdałów, lanolinę, wosk pszczeli, ekstrakt z nagietka i substancję zapachową.

Pojemność: 30 ml

Cena: stacjonarnie waha się pomiędzy 30-40 zł, online można dostać taniej

Musicie wiedzieć, że to nie jest to „krem”, jak określa go producent. Konsystencję porównałabym raczej do gęstego oleju. Przyznam, że w użytkowaniu niezbyt wygodny – rzadki, tłusty, słabo się wchłania i bardzo błyszczy na twarzy – więc raczej nie ma szans, że posłuży jako krem, który zostawicie dziecku w szafce w przedszkolu. Ma intensywny ziołowy zapach, który utrzymuje się bardzo długo, co nie każdemu odpowiada. Pamiętam, że wydawało mi się też, że czasami, jeżeli użyłam nieco więcej, lekko barwił skórę na żółto.

Według mnie świetne właściwości ochronne i pielęgnacyjne są na tyle duże, że przymykam oko na minusy. Używaliśmy go w poprzednim sezonie i naprawdę widziałam, że chroni delikatną skórę twarzy malucha przed zimnym, suchym powietrzem i silnym wiatrem.

Chyba jeszcze większe wrażenie zrobiło na mnie działanie nawilżające, kojące i łagodzące kosmetyku. Oboje z Dominikiem borykamy się zawsze już od jesieni z silnym przesuszeniem skóry dłoni, która czasami wręcz pęka, piecze, łuszczy się. Nie przypominam sobie, aby jakikolwiek inny krem tak nawilżał, pielęgnował skórę dłoni Młodego i przynosił tak szybkie ukojenie wszelkich dyskomfortów. I chociaż akurat w tym przypadku słabo wchłaniająca się konsystencja była zaletą – oleje tworzyły warstwę ochronną – to dłonie też smarowaliśmy tym „tłuściochem” jedynie w domu.

Opakowanie jest metalowe, całkiem wygodne. Można zużyć wszystko do końca. Jest też bardzo wydajny jak na tak małą pojemność.

 

Nivea Baby, Krem ochronny na każdą pogodę
zdj. ze strony producenta

 

Jest to chyba jedyny drogeryjny i tak łatwo dostępny krem, który według moich kryteriów nadaje się na zimę.

Skład: Paraffinum Liquidum, wazelina, talk, tlenek cynku, Castor Oil, parafina, Panthenol, wyciąg z nagietka, olej sojowy, Parfum

Pojemność: 50 ml

Cena: kilkanaście złotych, w internecie widziałam nawet za niecałe 10 zł

Moja recenzja nie będzie zbyt długa – krem dobrze robi, co do niego należy😉 Chroni skórę przed niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi. Mam nawet wrażenie, że nieco łagodzi istniejące podrażnienia (czyżby znów chodził o wyciąg z nagietka?). Przy czym w obsłudze znacznie przyjemniejszy niż ten z Weledy – łatwo się rozprowadza i choć pozostawia na skórze lekką warstwę ochronną, to dziecko nie robi za sygnalizację świetlną na osiedlu. Można stosować go od pierwszych dni życia.

 

HIPP WIND & WETTER BALSAM SENSITIV (ochronny balsam na zimno, wiatr i niepogodę)
zdj. ze strony producenta

 

Pierwsza uwaga: nie mylcie tego BALSAMU z łatwo dostępnym w wielu sklepach KREMEM ochronnym na wiatr i niepogodę. W kremie na pierwszym miejscu w składzie znajduje się woda a tego, jak na początku ustaliliśmy, bardzo nie chcemy😉 Ten balsam kilka lat temu kupowałam w Rossmannie, po czy zniknął i mam wrażenie, że teraz jest dostępny stacjonarnie jedynie na rynku niemieckim a dla nas  – tylko przez internet (choć nie jestem pewna na 100%, być może powinnam bardziej przyłożyć się do poszukiwań… jeżeli kupujecie go stacjonarnie – dajcie znać!).

Skład: głównie emolienty (np. wosk karnauba, uwodorniony olej migdałowy…) + takie  dobroczynne substancje, jak witamina E czy tlenek cynku

Pojemność: 30 ml

Cena: na stronie producenta 12,99 zł

To był pierwszy produkt „zimowy” o dobrym składzie, którego używaliśmy i który mnie zachwycił. Balsamu można używać od pierwszych dni życia. Chroni oraz ewidentnie nawilża nawet suchą skórę. Choć formuła jest dosyć bogata, rozprowadza się z łatwością i naprawdę dobrze się wchłania. Na skórze czuć, warstwę ochronną, ale prawie jej nie widać (pamiętam, że czasami stosowałam go pod makijaż do pracy). Sam producent rekomenduje go także jako produkt do pielęgnacji suchej skóry osób dorosłych ze skłonnością do wyprysków. Lekki zapach, który uwielbiam – charakterystyczny dla całej gamy produktów Hipp. Jest to kosmetyk wegański, jeżeli zwracacie na to uwagę.

 

Masło shea
zdj. ze strony sklepu internetowego Madlen

Kolejnym naszym zimowym pewniakiem,  i to o wielu zastosowaniach, jest organiczne, nierafinowane masło shea.

Spektrum wyboru pojemności i cennik są w tym przypadku zróżnicowane. Aktualnie używamy masła od Earth Mother o pojemności 180 ml, kosztowało ok. 35 zł.

Masło shea jest bogatym źródłem witaminy F, E i prowitaminy A, a także nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz alantoiny i głównie dzięki tym właściwościom chroni skórę przed wiatrem, zimnem, ostrym słońcem (działa jak delikatny filtr UV o mocy około 2-3).

Z powodzeniem używam masła w innych celach niż tylko ochrona przed czynnikami atmosferycznymi – świetnie sprawdza się np. jako krem pod oczy, do skórek paznokci, w trakcie mrozów świetnie zabezpiecza skórę dłoni. Sprawdza się także jako „wygładzacz” przesuszonej, szorstkiej skóry w newralgicznych miejscach, jak stopy, kolana czy łokcie. Można zrobić przy jego użyciu peeling, łącząc je np. z cukrem lub fusami po kawie.

Słyszałam też, że niektórzy używają masła shea do konserwacji torebek i butów, ale osobiście nie próbowałam, więc nie ręczę za efekty😉

Masło nałożone na skórę dosyć oszczędnie, wchłania się dobrze po ok. 15 minutach  i zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że nadaje się pod makijaż, ale sam proces aplikacji… ehh, no właśnie – nasze masło jest twarde i zbite w słoiczku a to, co wydobywam palcem, rozpada się na małe kawałeczki i próbuje mi uciec. Trzeba się nieco napracować, żeby wsmarować je w skórę – masować przez dłuższą chwilę, aby pod wpływem temperatury rozpuściło się, uważając jednocześnie, aby kawałeczki masła nie spadały na podłogę. Właśnie z powodu niewygodnej aplikacji wkrótce zamienimy masło na jakiś krem ochronny a ja zużyję resztę na usta i dłonie😉

 

Bambino, Krem ochronny z tlenkiem cynku
zdj. ze strony drogerii Manada

Pojemność: 150 ml

Cena: ok. 8 zł

Słuchajcie, ja wiem, że właśnie łamię własną zasadę umieszczając na liście krem mający wodę na pierwszym miejscu w składzie (żeby nie było – ma też tlenek cynku, glicerynę, lanolinę i kwas mlekowy😉), ale nic nie poradzę na to,  że z powodu mojej ogromnej słabości do tego kosmetyku mam go zawsze w łazience. Na wszelki wypadek.

Lubię ten krem, uwielbiam zapach, jestem zadowolona z działania i wiem, że awaryjnie mogę go użyć w prawie każdym celu. Szczególnie doceniam jego właściwości łagodzące stany zapalne oraz wszelkie podrażnienia skóry. Czasami używam go jako łagodzącej maski na noc, kiedy moją skórę atakują nieprzyjaciele – nakładam na twarz dosyć obficie i rano skóra jest ukojona, gładka a wypryski nieco mniejsze i „wyciszone”.

Wiem, że krem Bambiono może równie dobrze posłużyć jako ochrona przed mrozem i wiatrem, jednak przez obecność wody po nałożeniu powinnyśmy odczekać CO NAJMNIEJ pół godziny przed wyjściem z domu, zwłaszcza z dziećmi. Kilka razy stosowałam go w tej sposób, kiedy orientowałam się, że skończył się krem bez wody, którego używaliśmy. Sprawdził się całkiem nieźle, dlatego umieszczam go w zestawieniu jako opcję awaryjną.

 

***

Co stosujecie, kiedy zima szczypie w nosy i w uszy?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeżeli lubisz, udostępnij

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *