Co mi w duszy gra

Mamo, która wciąż masz wątpliwości…

Na początku podzielę się z Tobą wspomnieniem. Mój Syn nie urodził się zdrowy, choć ciąża przebiegała książkowo. Byłam tym zupełnie zaskoczona i w momencie jego przyjścia na świat wsiadłam na emocjonalny rollercoster. Nie byłam pewna siebie jako matka. Jako kobieta. Jako człowiek. Czułam głównie smutek i jednocześnie wyrzuty sumienia z tego powodu, bo wmawiano mi zewsząd, że powinnam czuć coś innego.

Mimo to, potrafiłam co rano wziąć się w garść i udźwignąć kolejny dzień – wizyty u niezliczonych (nie zawsze pełnych empatii dla wystraszonej niedoświadczonej matki, czasami wręcz okrutnych w swoich komentarzach) specjalistów, rehabilitację, szukanie informacji, pomocy na własną rękę, dobijanie się do kolejnych drzwi, chociaż w środku czułam się rozbita na tysiąc kawałków.

Z perspektywy czasu widzę, że byłam naprawdę dzielna i wykonałam kawał dobrej roboty (wierzę, że to m.in. dzięki mojemu uporowi i „zacięciu” w kwestii rehabilitacji mój Syn jest dzisiaj zdrowym pięciolatkiem wyróżniającym się w sporcie, choć kiedy miał kilka miesięcy wróżono mu problemy z poruszaniem się!).

Kiedy tak sobie to wszystko przypominam, to znów robi mi się bardzo smutno. Żal mi tamtej siebie, bo pamiętam jak zagubiona i osamotniona się czułam. Jaka byłam zalękniona a jednocześnie surowa dla siebie – zupełnie nie umiałam docenić siebie i uwierzyć w swoje matczyne kompetencje – moim jedynym paliwem była miłość do dziecka. Chciałabym móc przenieść się w czasie do młodszej mnie i przytulić tamą Kasię z całych sił. Wytłumaczyć jej wszystko to, do czego teraz doszłam.

 

O ileż byłoby łatwiej, gdyby każda świeżo upieczona mama dostawała od natury wyprawkę w postaci wiary w siebie, własną mądrość i pewność co do swoich decyzji, nie sądzisz? Niestety, zazwyczaj tak nie jest.

 

Jesteśmy silniejsze niż myślimy. Możemy mnóstwo znieść i wytrzymać dla dobra dziecka. Zarówno fizycznie, pokonując zmęczenie i senność, kiedy czuwamy przy szpitalnym łóżku, nosimy godzinami, tulimy w płaczu, uspokajamy, jak i psychicznie. Jesteśmy w stanie posunąć się do rzeczy ekstremalnych. Mimo to wiele kobiet (zwłaszcza tych na początku macierzyńskiej drogi)  uważa, że nie nadaje się na matkę, że coś z nimi nie tak, że sobie nie radzi – znam to aż za dobrze.

 

***

Mamo, która wciąż masz wątpliwości, być może stawiasz właśnie pierwsze kroki w nowej roli i początki Twojego macierzyństwa nie są łatwe. W plątaninie trudnych emocji zaczęłaś wątpić, że w ogóle posiadasz jakąkolwiek intuicję odnośnie tego, co dobre dla Twojego dziecka. Ba, nawet dla Ciebie!

Jeszcze bardziej niż ciało cierpi Twoja psychika. Kochasz to dziecko, ale masz poczucie, że przyszło na świat i zabrało Ci dawne życie. Czujesz się uwięziona w czterech ścianach. Być może nawet w sensie dosłownym – Twoje dziecko, gdy tylko dotknie wózka, wydziera się jak opętane. Dlaczego, skoro podobno wszystkie niemowlęta uwielbiają spacery i najlepiej śpią na dworze?! Tak Ci mówiono. Na początku próbujesz. Decydujesz, że się nie poddasz, ale kiedy ono tak krzyczy a Ty nie możesz go uspokoić, to masz wrażenie, że wszyscy na Ciebie patrzą i osądzają. No i mają rację, bo co to za matka, która nie zna sposobu, żeby ukoić płacz swojego dziecka?!

 

Przecież matki, teściowe, znajome a nawet położne w szkole rodzenia i celebrytki w wywiadach telewizyjnych powtarzają jak mantrę, że kiedy się urodzi, będziesz wiedziała, co robić. Że matka szybko rozpoznaje płacz różowego bobaska. Od razu wie, co mu dolega lub czego potrzebuje i potrafi dać mu ukojenie.

 

Jeżeli jesteś w sytuacji, kiedy zamiast słów wsparcia słyszysz „Jak to nie wiesz? Nie przesadzaj, przecież każda matka wie.” Jeżeli jesteś rozdarta pomiędzy miłością do dziecka a poczuciem, że krzywdzisz je, będąc złą matką. Jeżeli radość z macierzyństwa odbierają Ci wyrzuty sumienia, niepewność, kompleksy, zmęczenie, dezorientacja w niezrozumiałej nowej rzeczywistości. Albo jeżeli spodziewasz się dziecka i już teraz czujesz presję lub po prostu wierzysz, że z chwilą pojawienia się maleństwa na świecie „będziesz wiedzieć” (czego z całego serca Ci życzę!), to mam dla Ciebie kilka rad.

Płyń z nurtem tych pierwszych tygodni, miesięcy – ciesz się każda minką i uśmiechem, ale także płacz, jeśli łzy napływają Ci do oczu. Daj sobie pozwolenie na zmęczenie i bezradność. Nie biczuj się, gdy w głowie zakiełkuje na chwilę myśl , że tęsknisz za czasem, gdy nie było dziecka. Gwarantuję, że większość z nas miewa takie myśli, co nie wpływa w żaden sposób na to, że kochamy nasze dzieci nad życie! Nie jesteś wyrodną matką! Jesteś po prostu matką niewyspaną, zmęczoną i zaskoczoną swoim nowym życiem.

Chrzań te wszystkie kolorowe czasopisma, poradniki, wywiady z gwiazdami, koleżanki i ciotki, które serwują Ci lukrowane brednie. Chrzań to, że według niektórych na 100% bez problemu przystawisz dziecko do piersi, nie będziesz miała żadnych problemów z opieką nad nim, cienia wątpliwości, bo „to przecież oczywiste”. Chrzań wszystkie teorie o tym, jaki będzie człowiek, którego urodzisz – że po kilku tygodniach, zacznie spać, JAK WSZYSTKIE. Że ok. szóstego miesiąca zacznie ząbkować a po skończeniu roku chodzić, JAK WSZYSTKIE.  Że maluch będzie uwielbiał spacery, JAK WSZYSTKIE. Że na początku musisz podać mu marchewkę, bo ONE WSZYSTKIE odmawiają jedzenia warzyw, kiedy zasmakują w słodyczy owoców. Że jeżeli przemęczysz się przez tydzień i zaciemnisz pokój, to na pewno zacznie zasypiać samo w łóżeczku. Że po pół roku ZAWSZE jest z górki.

Chrzań to wszystko na początku Waszej wspólnej drogi i później, kiedy inni będą wiedzieć lepiej czy Twoje dziecko jest już gotowe na przedszkole, kiedy i jak je odpieluchować, jak okiełznać bunt dwulatka w wykonaniu Twojej pociechy.

Słuchaj dobrych, życzliwych rad – potrzebujesz ich. Chrzań wszystkie powtarzane bezrefleksyjnie, bez względu na kontekst teorie, które mają jedynie poprawić samopoczucie wszystkowiedzącemu doradcy.

 

Nie jesteś statystyczną matką z poradnika. Jesteś realną matką realnego dziecka, które nie zjechało z taśmy produkcyjnej – jest człowiekiem z własnym temperamentem i preferencjami.

 

Dlatego daj Wam obojgu czas. Dokładnie tyle czasu, ile potrzebujecie, żeby stworzyć team nie do pokonania! 😉

 

***

Mamo, która już od jakiegoś czasu jesteś w podróży, nie zmieniasz pieluch, nie zaprzątasz sobie głowy pierwszym ziemniaczkiem i pierwszym katarem, bo masz ich za sobą dziesiątki a mimo to – ciągle masz mnóstwo wątpliwości. Może nawet więcej niż kiedyś.

Chciałabyś mieć niezachwianą pewność co do swoich decyzji, zasad i metod wychowawczych. Wiedzieć na 200% co jest najlepszym rozwiązaniem. Ze wszystkim się wyrabiać i nie mieć dylematów – za mało czasu dla… za dużo na… Może dręczą cię wyrzuty sumienia. A może nie znalazłaś jeszcze rozwiązania dla największego problemu Twojego dziecka. A może jest inne niż próbujesz je „ulepić”, zgodnie z zasadami społecznymi, ale ono jakoś się nie daje  i panicznie boisz się ocen, karcących spojrzeń, wyroków na Ciebie i Twoje macierzyństwo…

Tak dobrze rozumiem, jak trudno nie poddać się tej presji. Jak trudno powiedzieć sobie „mam to w nosie – wiem jak jest naprawdę i nie obchodzi mnie co myśli sąsiadka spod trójki”

Bo przecież „idealne” dzieci mają wychowywać „idealne” matki – pracujące w domu oraz zawodowo, mające w jednym paluszku psychologię rozwojową, zalecenia dietetyczne, obecne stale w życiu dziecka, ale jednocześnie świadome, zadbane, pielęgnujące swoje pasje, pełniące co najmniej kilka ról społecznych jednocześnie – każdą na 100%. Jeżeli z dzieckiem jest coś „nie tak”, to przecież wiadomo, że nie wywiązują się dobrze ze swojej roli.

 

Problem polega na tym, że nie ma ideałów, nawet jeżeli ktoś z uporem maniaka utrzymuje, że są. A błędy najczęściej wytykają nam Ci, którzy sami mają mnóstwo kompleksów, być może nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

 

Można poczuć się w tym osamotnioną, zalęknioną i zaniepokojoną. Można zacząć czuć się niewystarczającą, kiedy nie daje się rady ogarniać wszystkiego na 100%. A nie da się! W każdym razie nie na dłuższą metę, bo płaci się za to wysoką cenę.

 

***

Przeczytałam gdzieś, że rodzicielstwo to wielki eksperyment. Od siebie dodałabym, że przede wszystkim szalony😉 Szalony eksperyment a także ogromna życiowa lekcja. Nie rodzimy się rodzicami, tylko uczymy się nimi być, dlatego nie  wystawiaj sobie oceny niedostatecznej już na starcie.

Mamo, która masz wątpliwości, ja też je mam, bo chciałabym być idealna dla swoich dzieci. Nie jestem. Ale coraz bardziej oswajam się z myślą, że wcale nie muszę taka być i to daje ogromny spokój. Wiem już za to, że jestem wystarczająco dobrą mamą. Kocham moje dzieci nad życie i widzę, że one są ze mną szczęśliwe, uśmiechają się, lubią swój dom, nasze życie. A Czy nie o to właśnie w tym chodzi?

 

Mamo, która masz wątpliwości, uwierz mi –  nie musisz być idealna, żeby być najlepszą mamą dla swojego dziecka.

 

 

Jeżeli lubisz, udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *