Co mi w duszy gra

Szeroko otwarte ramiona i szarlotka prosto z serca, czyli migawki z mniej skomplikowanego życia #2

Pod koniec czerwca wpadłam na dwa tygodnie do Rodziców. Zostałam na dwa miesiące. Myślałam, że to wystarczy mi na długo a jednak wróciłam szybciej niż się spodziewałam. Żeby naładować akumulatory. Żeby nasiąknąć spokojem i miłością.

 

Pojechałam, żeby po lecie jak w Bullerbyn, zaznać też trochę prawdziwej jesieni. Ona tam jakby spokojniejsza, jakby bardziej kolorowa. Pokazuje to, co ma do zaoferowania w pełnej krasie. I nie wiem już czy tak jest naprawdę, czy tylko ja w dużym mieście biegnę przez codzienność na autopilocie i nie dostrzegam uroków zmieniających się pór roku. Może szum, gwar i wypełniony kalendarz rozmywają granicę pomiędzy latem a jesienią? Ujmują ważności temu, co mogłoby być wyjątkowym. Może wieżowce naprawdę odcinają drogę pieszczącym twarz promieniom słońca a jaskrawe, męczące reklamy sprawiają, że odwracamy wzrok także od barw, którymi warto się zachwycić?

Może tylko tam, gdzie wpadam w szeroko otwarte ramiona jak stęskniona kilkulatka, gdzie nie ma terminów do zapamiętania, zaległości do nadrobienia i obowiązków, potrafię uważnie rozejrzeć się dookoła i zauważyć, że choć w kalendarzu już pełnia jesieni, to wciąż stoję jeszcze na skraju lata….

 

***

Październik skradł nam trochę dnia a przymnożył nocy, podarował, złoto, brąz i czerwień jarzębiny… Kazał zatrzymać się na chwilę, żeby pozbierać wspomnienia jak opadłe liście. Rześkie poranki przeplatają mi się ze słonecznymi popołudniami. Nostalgia z wdzięcznością za to, że mogłam podarować moim dzieciom to wszystko.

Rytm słońca i księżyca.

Racuchy na podwórku, które magicznie znikają, nim zdążysz powiedzieć okolicznościowe: „Umyjcie rę….ce…”.

Lisa przy huśtawce.

Puchacze w koronach pobliskich drzew.

Pradziadków i dziadków.

Ciocie, wujków, kuzynów.

I sąsiadów, którzy tutaj zupełnie nieanonimowi. Dla których jesteśmy „swoi” i nie trzeba zapowiadać się z wizytą, tylko przyjść i zapukać. Po prostu.

Spanie w jednym łóżku („Ale wyjątkowo!” – co wieczór)

Śliwki prosto z drzewa i szarlotkę prosto z serca.

Żadnych angielskich słówek!😉

 

 

Świętujemy rodzinnie kolejne rocznice, urodziny, celebrujemy długie i krótkie weekendy. Jestem wdzięczna, że jak dotąd grono, w którym się spotykamy, tylko się powiększa. Przybywa żon, mężów i dzieci…  Lubię to, że drzwi domu moich Rodziców od zawsze są otwarte dla przybyszów – zapowiedzianych i niezapowiedzianych, znajomych i nieznajomych, ciotek, wujków, sąsiadów oraz ich przyjaciół.

Uwielbiam nasze kawowe rytuały. To, że wspólne picie kawy jest naszą rodzinną tradycją. Że kiedy Tata kończy pracę w warsztacie, to „poczekamy z kawą” a jeśli Brat pojechał po mąkę do sklepu, to „zaparzymy, kiedy wróci”. Gdy się zjawiamy, Mama wyjmuje z szafki komplet filiżanek. Pijemy w nich pierwszą, drugą, trzecią kawę. W miarę jak pobyt się wydłuża, coraz częściej słyszy się w kuchni: Dla mnie w tym kubku w kwiatki! Ja chcę tę małą szklankę! Znowu pijecie kawę? No dobrze, namówiliście mnie… 😉

 

 

Wiatr, który targa mi włosy i smaga twarz, wywiewa z głowy niepotrzebne zmartwienia. Rytmiczne kołysanie uspokaja. Codzienne wspólne bujanie, kiedy jesteśmy u Dziadka, to rytuał Dominika i mój. Wierzę, że to jedno z przyszłych wspomnień mojego Syna. Marzę o tym, by właśnie tak pamiętał dzieciństwo: by widział małego umorusanego chłopca, który śmieje się w głos, unosząc się pod chmury na huśtawce zbudowanej przez Dziadka.

Umorusane buzie pojawiają się od czasu do czasu w szparze uchylonych drzwi. Mam taki fetysz – uwielbiam, gdy dzieci są brudne 😉 Dla mnie brudne dziecko to taka idealna ilustracja zdrowego, dobrego, szczęśliwego dzieciństwa. Takiego, jakiego chce dla swoich dzieci.

 

 

Było dokładnie tak, jak powinno być, kiedy robi się skok w bok od codzienności.  Dopiero, gdy pierwszy raz wystawiłam twarz do jesiennego słońca, zdałam sobie sprawę, jak bardzo potrzebowałam tych kilku dni, z dala od „szybciej, bo spóźnimy się do przedszkola” i „nie zapomnij o przelewie za czynsz”. Tak dobrze zrobił mi ten krótki czas wśród ludzi, których kocham. Niech taka będzie reszta jesieni, nawet kiedy myśl niebezpiecznie o chandrę zahaczy. Nawet jeśli nuta melancholii wybrzmi wyraźnie, bo mrok spowije świat zaskakująco wcześnie a deszcz zrosi obficie plany na popołudnie. Niech nie będzie ciemno, chłodno i byle jak w moim sercu.

Niech będzie tak jak w domu.

 

 

Jeżeli lubisz, udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *