Co mi w duszy gra

Kobiecość. Czy odkryłaś już w sobie „to coś”?

Długo nie czułam się kobieco. A może raczej nie potrafiłam dostrzec w sobie kobiecości. Błądziłam po życiowym labiryncie, zbyt niepewna siebie, żeby zweryfikować, czym tak naprawdę jest i czy mam „to coś”. Świat zewnętrzny nie ułatwia dojścia do właściwych wniosków w takich sytuacjach – dostaje się raczej sygnały, że o kobiecości świadczy stopień wpasowania się w pewien kanon urody (atrakcyjności), najczęściej ustalony przez twórców reklam.

 

Mam taką teorię, że aby uwolnić swoją kobiecość, pozwolić jej wybrzmieć, musimy najpierw poczuć się silne, zacząć siebie akceptować i lubić w takim szerszym, ludzkim wymiarze. Kiedy przepracujemy pewne sprawy i uporamy się z tym, czego nam brakuje, stajemy się coraz bardziej stabilne psychicznie, zaczynamy stać pewnie na dwóch „ludzkich” nogach a wtedy odkrywamy kim jesteśmy. Tylko wtedy możemy wchodzić w zdrowe relację – z sobą samą oraz innymi.

 

Dla mnie samej punktem zwrotnym i momentem rewolucji w mojej głowie było urodzenie drugiego dziecka. I tak, piszę momentem, bo to była wyraźna cezura. Po prostu zrozumiałam, kim jestem.

 

Mam jeszcze wiele rzeczy do przepracowania, ale akurat w sferze akceptacji własnego ciała, pewności w kontaktach z ludźmi, otwartości w mówieni o swoich zaletach i słabszych stronach wzbiłam się na życiowe wyżyny. Trochę pewnie dlatego, że po dwóch porodach inaczej patrzę na swoje ciało. Trochę dlatego, że przekonałam się o swojej sile dopiero jako matka. Po części zapewne ma to związek z dojrzewaniem jako człowiek – życie, pomimo mnóstwa niewiadomych, zaczyna układać się w pasujące do siebie puzzle a ja wiem, co jest dla mnie ważne.

Dzisiaj  myślę o sobie przede wszystkim jako o kobiecie. O kobiecie, która jest matką, żoną, córką, siostrą, koleżanką, sąsiadką, współpracownicą… Jestem świadoma na czym ta moja kobiecość polega i napawam się nią na co dzień. Oczywiście są momenty, kiedy czuję się mniej lub bardziej kobieco niż zwykle, w bardzo „technicznym” rozumieniu tego słowa, czyli w związku z tym, jak wyglądam, ale nie jest już tak, że kiedy mam gorszy dzień albo nie widzę uznania w oczach innych, to moja kobiecość jest zdruzgotana.

 

Jestem przekonana, że kobiecość nosisz w sobie a nie na sobie. Kiedy już zrozumiesz tę podstawową zasadę i w nią uwierzysz, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się ładnie ubrać😉

 

Co jest dla mnie najbardziej kobiece?

Szczerze, na 200% i bez wątpliwości: na najwyższym miejscu podium jest dla mnie miks dwóch cech: pewności siebie i swego rodzaju delikatności, łagodności. Nie wiem, jakie jest Wasze zdanie, ale według mnie odwaga by postępować zgodnie z własnymi zasadami, mówić tak i nie, adekwatnie do tego, co się myśli, asertywność jest bardzo pociągająca.

Jednak połączenie tego ze świadomym przyzwoleniem sobie na łagodność, z delikatnością, która sugeruje „pozwalam ci zadbać o mnie, bo jesteś mężczyzną a ja – kobietą. Doceniam twoją troskę, ale oboje dobrze wiemy, że sama też bym sobie poradziła” – rozkłada mnie na łopatki!

Pozytywnie zazdroszczę kobietom (a znam takich co najmniej kilka), które po prostu mają to w sobie: niewymuszoną klasę, szacunek do samej siebie i wobec innych a jednocześnie siłę i pewność, taką aurę „możecie czuć się swobodnie i dobrze w moim towarzystwie, bo ja czuję się w nim świetnie”😉

Jak jeszcze przejawia się według mnie kobiecość? Jak wspomniałam, emanuje głównie ze środka, ale kiedy „masz to w sobie”, widać to także na zewnątrz. Gdybym miała popłynąć wraz ze strumieniem świadomości, to mój mózg na dźwięk słowa „kobiecość” podsuwa mi takie skojarzenia:

Naturalność

I uwaga, według mnie naturalna może być dziewczyna z lekko potarganą fryzurą, zaczesaną w niedbały kok, w białym t-shirtcie, bez makijażu, jak i ta, która na co dzień ubiera się elegancko i maluje usta na czerwono. Ważne jest to, czy czujesz się dobrze. Czy w swoim codziennym „uniformie” jesteś naprawdę sobą, bo wtedy Twój wygląd do Ciebie „pasuje”.  Ktoś może czuć się swobodnie i naturalnie w butach na obcasach a dla kogoś innego mogą być przebraniem. Moim zdaniem to widać.

Podobnie jest ze stylem bycia. Czy masz melancholijne czy radosne usposobienie, jesteś emocjonalną ekshibicjonistką czy introwertyczką – nie walcz z tym. Nigdy nie będzie tak, że „pasujesz” wszystkim. W długofalowej perspektywie lepiej nie odgrywać kilku ról w życiu – można się pogubić i nigdy nie dowiesz się czy ktoś lubi Ciebie, czy podoba mu się jedna z Twoich masek. Naturalność? Zrozum, kim jesteś i bądź tą osobą!

Umiar

Mam tutaj na myśli głównie to, co na zewnątrz. Umiejętność zachowania równowagi pomiędzy tym, co seksowne i pociągające a tym, co w dobrym guście świadczy moim zdaniem o klasie. Przeczytałam kiedyś świetne zdanie, którego autora, niestety, nie pamiętam: „Sukienka powinna być na tyle obcisła, żeby pokazywała, że jesteś kobietą i na tyle luźna, żeby nie było wątpliwości, że jesteś damą.”

Siła

Ale nie fizyczna, choć też się przydaje;-) Siła, dzięki której jedną ręką mieszasz zupę, drugą piszesz raport do pracy, wieszasz pranie albo malujesz rzęsy a nogą usypiasz dziecko w kołysce i karmisz kota. Siła, dzięki której troszczymy się o innych i możemy być dla nich podporą. Dzięki której, większość matek trwa zawsze na posterunku przy chorym dziecku, w obliczu dramatu walcząc jak lwice a wielu ojców, niestety, dezerteruje. Siła, dzięki której pracujesz zawodowo, pracujesz w domu, dbasz o siebie i dzielnie znosisz uwagi, że nie masz prawa narzekać, bo Twoja mama miała tylko tetrę a babcia prała w balii.  Siła, dzięki której płaczesz całą noc w poduszkę a rano bierzesz się w garść i dajesz radę, udźwignąć dzień. Tak, zdecydowanie – siła jest kobietą!

Empatia i życzliwość

Każda z nas jest inna. Każda żyje w określonym środowisku, ma własne pasje, wyznaje różne wartości, każdej wpojono inne wzorce zachowań. Pozwólmy sobie nawzajem różnić się między sobą. Nie kruszmy kopii o karmienie piersią lub mm, porody siłami natury i przez cięcie cesarskie, biały cukier, parówki, ambicje zawodowe albo chęć prowadzenia domu. O to czy matki wiedzą więcej o życiu i znają „prawdziwe” problemy a bezdzietne zachowały zdrowy rozsądek i są lepsze, bo nadal mają mózg zamiast kaszki. Wspierajmy inne dziewczyny, bo to też jest bardzo kobiece!

 

Zamiast szukać uniwersalnych  definicji kobiecości, postaraj się zrozumieć samą siebie. Zmierzaj w obranym przez siebie kierunku a nie do celów, które wyznacza społeczeństwo, rodzina, kolorowe magazyny. Zaufaj temu pierwiastkowi kobiecości, który nosisz w sobie.

 

 

Jeżeli lubisz, udostępnij

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *