Co mi w duszy gra

„Noszę w portfelu swoje zdjęcie z łysą głową…”

„Noszę w portfelu swoje zdjęcie z łysą głową. Ma mi przypominać, że każdy dzień na nogach to dobry dzień. Myślę też o tym codziennie, patrząc na miejsce, gdzie miałam piersi. Blizny uświadamiają mi, że każdy ma datę ważności (…) Choć nie ostemplowano nas niczym kartonu mleka czy kubeczka serka wiejskiego, wszyscy jesteśmy śmiertelni. Nikt nie żyje wiecznie.” Regina Brett „Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na najtrudniejsze chwile w życiu”

 

Czasami marudzę. Spuszczam nos na kwintę. Czuję się obolała w środku i bez siły, żeby udźwignąć kolejny dzień, choć przecież nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. A może właśnie dlatego…? Nie jestem ani mistrzem zen, ani motywacyjnym coachem, któremu przy ludziach nigdy nie schodzi banan z twarzy i w ogóle – „sky is the limit”. Wiem i rozumiem to, że ludzkie limity znajdują się często o wiele niżej niż niebo.

Mam świadomość jak kruche i krótkie jest życie. Muszę szczerze przyznać, że choć akceptuję ten fakt, to nie jestem z nim jeszcze wewnętrznie pogodzona. Momentami przeraża mnie to, ale z drugiej strony – mobilizuje. Każe uświadomić sobie, że każdy dzień jest wystarczającą okazją, żeby żyć na 100% a nie na pół gwizdka, bez względu na to czy Twoje 100% to zakończenie związku, który Cię niszczy, powrót do pasji z dawnych lat czy zmiana bielizny z rozciągniętych, spranych gaci na koronkowe figi.

Kiedy o tym wszystkim myślę, to znaczy o zagmatwanych kolejach losu, nieszczęściach, które spotykają ludzi, tykaniu zegara, o tym po co tak naprawdę budzimy się rano, to dochodzę do wniosku, że mam swego rodzaju dług wobec życia. Mam obowiązek korzystać z tego, co mi dane, nie odpuszczać szans, nie marnować dni na bylejakość, szanować siebie. Nie tracić czasu.

To moja wewnętrzna wdzięczność. Naprawdę szczera, gdzieś w środku, która towarzyszy mi paradoksalnie nawet wtedy, kiedy narzekam a nastrój spada tak nisko, że zamykam się w sobie na kilka dni.

Myślałaś o tym w ten sposób? Próbowałaś zdjąć z samej siebie presję czasu, który nieubłaganie mija i zacząć doceniać go jako czas, który jest Tobie dany? Próbowałaś wykrzesać w swoim wnętrzu autentyczną radość z tego, jak wiele masz, że oszczędzono Ci wielkich ograniczeń, nie tylko zdrowotnych czy finansowych, ale także kulturowych? Próbowałaś być prawdziwie wdzięczna za to, jak wiele rzeczy zależy od Twojej decyzji?

Zatem zrób to, bo możesz!

 

Nie oszczędzaj nic na wyjątkowe okazje. Po prostu korzystaj z rzeczy, bo mają Tobie służyć. Podkręcaj swoją codzienność strojem, w którym czujesz się dobrze,  szminką, dzięki której prostujesz plecy. Codziennie pij poranną kawę z filiżanki z ulubionego kompletu, zamiast traktować go jako „odświętny” i „dla gości”. Zużyj w końcu te pachnące kule do kąpieli kurzące się w szafce, odkąd dostałaś je w prezencie urodzinowym. Rób częściej to, co daje Ci radość. Dostrzegaj to, że możesz zupełnie bez wysiłku sprawić sobie przyjemność.

Decyduj na co przeznaczasz swój czas. Zobowiązania, nieprzekładalne terminy – każdy z nas musi robić coś narzuconego odgórnie. Ale możesz odmówić spotkania ze znajomą, jeżeli nie masz na nie ochoty. Możesz wyjść z kina w połowie nudnego filmu. Możesz wypić kawę i poczytać w czasie, kiedy „powinnaś” odkurzać. Albo odwrotnie – świadomie odłożyć przyjemność, żeby poczuć satysfakcję, kiedy posprzątasz czy zrobić coś tylko po to, aby sprawić przyjemność bliskiej osobie. Możesz. Masz wybór. Doceń to i przejmij ster.

Świadomie wybieraj ludzi, którymi się otaczasz. Na to, kto jest Twoim szefem nie masz wpływu, ale na to czy drugie śniadanie zjesz w towarzystwie tych, którzy obgadują każdą przechodzącą osobę, czy tych którzy planują z pasją wakacyjną podróż stopem po Europie, już tak. Spędzaj czas z tymi, którzy inspirują, poprawiają humor i sprawiają, że chcesz być lepszym człowiekiem.

Częściej spotykaj się z ludźmi, którzy są dla Ciebie ważni i wartościowi. Trudno wyrwać się z domu? Zapraszaj ich do siebie, przecież możesz. Są powody, dla których nie możesz? Zadzwoń. Nie lubisz? Nie masz warunków do spokojnej rozmowy? To przynajmniej napisz długiego, szczerego maila. Pamiętaj, że to nie fair mieć pretensje do ludzi, że urywa się Wam kontakt, że się nie odzywają, jeżeli Ty sama nie podejmujesz inicjatywy i nie walczysz o wartościową znajomość. Ja zrozumiałam to całkiem niedawno i widzę w sferze relacji ogromne zmiany. Szukaj kontaktu z ludźmi. Warto!

Nie przejmuj się opinią tych, których nie znasz i którzy Ciebie nie znają. Możesz ubierać się, jak chcesz. Wyglądać, jak chcesz. Wierzyć, w co  chcesz. Mówić i postępować, jak chcesz, o ile nie krzywdzisz innych. Doceń to, że jesteś wolna w szerokim znaczeniu tego słowa.

Zaopiekuj się sobą, póki możesz. Nie mów, ze nie masz czasu zjeść. Że ciągle zapominasz umówić się na badania. Dbaj o swoje ciało. Kochaj je i otocz troską. Zwracaj uwagę także na to, czym karmisz swój umysł: co czytasz i oglądasz.

Zacznij być uważna  i doceniaj chwile. Te wzniosłe i te zwyczajne. Celebruj swoje święta, ważne daty. Niekoniecznie wielką fetą i przyjęciem dla gości – po prostu tak, żebyś Ty poczuła się odświętnie. Zauważaj miłe gesty, kolory podczas spaceru, radość dzieci, kiedy angażujesz się w zabawę z nimi, ale nie kryj także własnej radości, kiedy angażujesz się w coś zupełnie innego, kiedy dzieci nie ma w pobliżu😉

 

Nie każdy z nas nosi lub będzie nosił w portfelu zdjęcie swojej łysej głowy. Nie każdy nosi na ciele lub w sercu blizny, które są dla niego otrzeźwieniem i przypominają, co jest ważne.

Nie pozwól, żeby Twoje życie było letargiem, z którego wyrwie Cię dopiero solidny kop od losu. Wypełnij prawdziwym życiem dzień, który został Ci dany.

Zrób to, bo możesz.

 

 

Jeżeli lubisz, udostępnij

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *