Przyjemne i pożyteczne

Gile do pasa, kilka pierwszych razów i narkotykowy baron, czyli podsumowanie ostatnich tygodni

Ehh… ostatnio jakoś nie miałam głowy do podsumowań. Może z braku czasu? Wydaje mi się, że bardzo przyspieszył, mimo że dni są coraz dłuższe. Może to ta wiosna (a raczej lato) w powietrzu? W każdym razie praktyka pokazała, że w moim przypadku formuła podsumowań miesiąca raczej się nie sprawdzi. Zarządzam więc zmiany i wprowadzam nową świecką tradycję, czyli podsumowania co… jakiś czas 😉

 

Co u nas słychać

Marzec zaczął się bardzo przyjemnie, bo od pierwszej imprezy urodzinowej Dominika „z prawdziwego zdarzenia”. Wiecie – koledzy oraz ich rodzice, zaproszenia, czapka jubilata – aż odruchowo się prostuję, kiedy o tym piszę 😉 Dominik świetnie odnalazł się w roli gospodarza imprezy i przyznam, że chyba trochę nie doceniałam własnego syna, bo wprawiał mnie w osłupienie tekstami w stylu: Kuba, zachęcam cię do spróbowania tortu. Moim zdaniem jest przepyszny!

Nie wiem jak u was, mamy kilkulatków, ale u nas tematyka…. jakby to ująć… fekalna jest bardzo na topie 😉 (Moim odkryciem ostatnich tygodni jest m.im. to, że każdy temat da się finalnie sprowadzić do puszczania bąków, sikania i kupy😉) Także wyobraźcie sobie jak musiałam być zaskoczona, obserwując scenki wyjęte z podręcznika savoir vivre’u z moim synem w roli głównej! 😉

 

 

Kilka dni po przyjęciu urodzinowym dopadło nas chorobowe kombo rodem z koszmarów matki przedszkolaka i żony „typowego” mężczyzny, który nawet podczas kataru walczy o życie 😉  Pisałam o tym we wpisie Dziękuję Ci, Życie…. Zapalenie płuc, oskrzeli, uszu…. Mnie w tym wszystkim przed „zapaleniem” mózgu uratował wcześniejszy wyjazd na święta. Zabraliśmy antybiotyki, inhalator oraz gile do pasa i raźno, na tyle na ile było to możliwe, ruszyliśmy przed siebie!

U dziadków, jak to u dziadków – fajnie jest 😉 Oprócz tego, że Hanka przeżyła tam swoją pierwszą Wielkanoc, to „zaliczyła” też inne pierwsze razy, m.in. pierwsze białe święta i pierwsze przejazdy saneczkowe 😉 Dzieciaki były zachwycone tym, że przed świętami spadł śnieg! Pomimo uwierającego mnie dysonansu poznawczego, spowodowanego niedopasowaniem daty w kalendarzu i aury, to były wzruszające chwile: dwoje moich dzieci ciągniętych przez dziadka na sankach, które należały do mnie i mojego rodzeństwa. Uwierzycie, że przetrwały?! Kiedyś to były sanki! 😉

 

 

Powrót do domu po długim pobycie u dziadków był bolesnym zderzeniem z rzeczywistością 😉 Szczęście w nieszczęściu, że młodzież nie potrzebuje w takich sytuacjach okresu adaptacyjnego i po nocnym powrocie do Warszawy, jak gdyby nigdy nic podjęli wyzwania kolejnego dnia o 6 rano. Ja za to czułam się jakbym miała jet lag 😉 Bezkompromisowość Dominika i Hani była w sumie ratunkiem, bo nie miałam wyboru – musiałam zmobilizować wszystkie siły witalne i powrócić do świata żywych 😉

Niedługo po powrocie Wojownicza Księżniczka zaskoczyła nas swoim kolejnym pierwszym razem – zaczęła chodzić. Ot tak (wspomnę tylko, że, wraz z nową umiejętnością, pojawiło się też coś na kształt pierwszych ataków histerii – już cieszę się na bunt dwulatka w jej wykonaniu! 😉 ). Nie wiem czy Wasze dzieci też tak mają, ale u nas „rewolucje” następują niemalże z dnia na dzień. Hanka zachwycona możliwością zmiany położenia w pionie, nabrała takiego rozpędu, że większość zdjęć ma teraz niewyraźnych 😉

 

Jak to było? Zadzieram kiecę… 😉

 

Jak chyba wszyscy czekaliśmy na słońce i pogodę sprzyjającą długim pobytom poza domem. Doczekaliśmy się i nie tracąc ani chwili otworzyliśmy sezon na rowery, hulajnogi, spacery po parkach – całych w zieleni, place zabaw i lody 😉

 

 

 

 

Pożyteczne w mojej kosmetyczce

 

 

Do tej pory jako suchego szamponu używałam pudru dla dzieci z Babydream. Sprawdzał się całkiem nieźle  (tak samo jako puder matujący do twarzy – polecam!), ale miał jedną uciążliwą wadę: wyczesywanie białych pudrowych drobinek z włosów zajmowało tyle czasu, że mniej więcej w połowie zabiegu zaczynałam cedzić przez zęby niecenzuralne słowa 😉 Z potrzeby zmiany i ciekawości zaopatrzyłam się w suchy szampon Pantene Pro-V, Volume Booster (był w promocji i kosztował bodajże 12 zł). Powiem Wam, że kiedy dopadły nas marcowe plagi w postaci piętrzących się problemów zdrowotnych i musiałam ogarnąć wszystko w domu i poza nim,  ten wynalazek kilka razy uratował mi… włosy 😉 Przypadł mi do gustu z powodu cechy, która dla niektórych może okazać się wadą – on po prostu delikatnie odświeża włosy na kilka godzin. Nie daje efektu przesuszonych sztywnych włosów i dzięki temu fryzura wygląda naturalnie. Nie ma mowy o żadnym bieleniu, właściwie to wystarczy delikatnie wetrzeć szampon we włosy palcami i gotowe. Na pewno nie jest to cudotwórca a nawet volume booster, jak określa to producent 😉 Ma też zapach lakieru do włosów Pantene, którego nie lubię, ale daje mi to, czego potrzebowałam najbardziej – szybkie odświeżenie bez jakiejkolwiek bieli we włosach i za to na pewno na dłużej zagości w mojej łazience.

 

Chcę polecić Wam dwa peelingi do twarzy od Sylveco – enzymatyczny oraz oczyszczający z korundem. Na początek zobaczcie, co obiecuje producent:

Peeling oczyszczający

Hypoalergiczny, kremowy peeling z korundem przeznaczony do oczyszczania skóry ze skłonnością do przetłuszczania, z rozszerzonymi porami. Drobinki ścierające są mocne i doskonale złuszczają martwy naskórek. Peeling zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego o działaniu normalizującym pracę gruczołów łojowych, łagodzącym podrażnienia i przyspieszającym regenerację. Stosowany systematycznie dotlenia skórę, poprawia jej ogólny stan, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum.

 

Peeling enzymatyczny

Preparat złuszczający działający w oparciu o proces proteolizy martwych komórek naskórka. Formuła, bogata w oleje oraz masła, pozwala zachować 100% aktywność enzymów bromelainy i papainy. Peeling delikatnie rozpuszcza martwe, zrogowaciałe komórki, wygładza i poprawia strukturę skóry, ujednolica koloryt cery. Dzięki tylko powierzchownemu działaniu nie podrażnia, może być stosowany w przypadku nadwrażliwości i rozszerzonych naczynek, u osób które nie tolerują zabiegów mechanicznych i/lub eksfoliacji kwasami.

 

Teraz kilka słów ode mnie. Przede wszystkim musicie wiedzieć, że nie jestem w stanie zweryfikować wszystkich obietnic producenta, ponieważ każdy z produktów stosuję raz w tygodniu a nie zalecane 2-3 razy. Przytoczyłam opisy, bo sądzę, że przy częstszym stosowaniu naprawdę mogłybyście osiągnąć obiecane efekty, skoro ja jestem bardzo zadowolona, złuszczając skórę co 7 dni.  Oba peelingi bardzo wygładzają skórę. Przy stosowaniu obu da się zauważyć mniejszą liczbę zaskórników i zmniejszone pory (za to po prostu je uwielbiam!). Po żadnym nie czuję konieczności nałożenia kremu – nie wysuszają a enzymatyczny chyba nawet trochę nawilża i rzeczywiście wyrównuje koloryt, redukuje przebarwienia. Produkty są bardzo wydajne. Różnią się konsystencją: oczyszczający przypomina treściwy mus, enzymatyczny – lekko zastygnięty wosk. Muszę wspomnieć, że podczas stosowania każdego z nich, skóra może być lekko zaczerwieniona a w przypadku enzymatycznego nawet lekko szczypać – to normalne i zaróżowienie cery ustępuje po kilku minutach. Jedyne co budzi moje zastrzeżenia to zapach – peelingi pachną jak naturalne kosmetyki, w złym znaczeniu tego słowa 😉 Ale po pierwsze: nie ma to znaczenie przy korzyściach płynących z ich działania a po drugie: upodobanie do zapachów to kwestia preferencji – może Wy będziecie fankami takich ziołowych woni 😉

 

Coś do oglądania

 

 

Ten kuszący spojrzeniem pan na zdjęciu to Pablo Escobar ( no dobrze, akurat na tym zdjęciu to aktor, który gra Pablo 😉 ) Pewnie wiele z Was zna jego historię albo przynajmniej słyszało jego nazwisko. Escobar był potężnym bossem kartelu narkotykowego z Medelin w Kolumbii. Jego działalność związana z handlem kokainą rozrastała się błyskawicznie i „namieszała”, także w polityce, do tego stopnia, że  władze federalne USA postawiły sobie za cel zlikwidowanie narkotykowego imperium Escobara a także samego bossa. Na tej prawdziwej historii bazuje scenariusz serialu Narcos, który teraz jest u nas „na tapecie”. Tym samym, prawie co wieczór, gościmy w domy narkotykowego barona 😉

Narcos, to dużo sensacji, kryminału, polityki. Serial jest bardzo brutalny (przynajmniej wg. moich kryteriów) a raczej staje się coraz bardziej brutalny z odcinka na odcinek, wraz z tym, jak Pablo daje się wciągnąć spirali zła. A tak naprawdę sam ją nakręca. Twórcy serialu pokazują zjawisko, które tyleż mnie fascynuje, co przeraża – w oddanym rodzinie, „normalnym” człowieku ewoluuje zło. Kiedy raz czy dwa przekroczy pewną granicę, każdy kolejny krok przychodzi z większą łatwością. Aż do skrajnego okrucieństwa. Momentami wręcz niewiarygodne wydaje się, że ktokolwiek, nawet gangsterzy, mogliby być tak wyzuci z uczuć  – nieobliczalni, wyrachowani i brutalni. Wtedy najczęściej na ekranie pojawia się przebitka z autentycznym nagraniem telewizyjnym albo zdjęciem, na którym uwieczniono dowody, że to działo się naprawdę. Polecam, jeśli lubicie „mocne” rzeczy.

 

Coś do poczytania w inetrnecie

Podrzucam Wam kilka linków, do tekstów w internecie, nad którymi ostatnio zatrzymałam się na dłużej. Może dla Was też okażą się przydatne lub po prostu dostarczą rozrywki.

  • Zbliża się maj. Założę się, że mamy, które zamierzają posłać od września swoje dziecko do żłobka lub przedszkola, coraz częściej o tym myślą. Inne może, tak jak ja, zmagają się z adaptacją codziennie rano, niezmiennie od 3 lat 😉 Dla jednych i drugich parę pokrzepiających słów i sugestii dotyczących adaptacji w artykule Mamy na kozetce.
  • Adaptacja adaptacją, Mamuśki, ale czy myślicie już o sezonie bikini? 😉 A może po prostu zawsze jakoś Wam nie po drodze na zajęcia fitness lub nawet do własnej maty do ćwiczeń? Może nie macie czasu? Może wydaje Wam się, że nie lubicie sportu, bo próbowałyście już zumby i biegania? Jeżeli mimo to, chciałybyście ruszać się więcej, niekoniecznie ze względu na plażowy look, ale głównie dla lepszego samopoczucia to Alina z  Design your life z bardzo zdrowym podejściem do tematu, pisze jak w końcu zacząć ćwiczyć… cokolwiek 😉
  • Coś o relacjach, ale chyba jednak bardziej o kobietach i naszych problemach, przez które zdarza nam się komplikować sprawy… Wywiad z psycholożką Katarzyną Miller. Dosyć dosadny. Momentami kontrowersyjny. Nie ze wszystkim do końca się zgadzam, ale warto przeczytać, bo na wiele spraw otwiera oczy, np. że zbyt często żyjemy przekonaniami, które wpoił nam ktoś inny albo że bycie ze sobą to kwestia decyzji dorosłych osób:
„Podczas swojej 20-letniej pracy z alkoholikami spotkałam między innymi kobiety, które poszły na terapię, dowiedziały się, co to jest uzależnienie i dlaczego ich facet pije. Dowiedziały się też, że one nie mają na to wpływu i że to nie jest ich sprawa. W związku z czym ileś tych kobiet rozstało się z partnerem, a ileś zdecydowało, że zostają z nim, ale inaczej: nie chcę nowego partnera, bo ten człowiek jest dla mnie ważny, nie chcę go rzucać, ale on nie chce przestać pić. No to ja się nauczę być z kimś, kto pije, przestaję marudzić, wylewać wódkę i marudzić. I zaczęły robić swoje. Przestały matkować, niańczyć, prosić, błagać i przeżywać. Bo to jest jego sprawa. I tak naprawdę to jest mądra postawa wobec każdej sytuacji. Takiej postawy warto się nauczyć wobec każdego faceta. Pamiętajmy – twoje sprawy są twoje, moje są moje, a nasze są nasze. I niech nam się te granice nie mylą.”

 

Jak Wasze ostatnie tygodnie? Jeżeli macie coś przyjemnego lub pożytecznego, czym możecie się podzielić – napiszcie. Jeżeli chcecie się pożalić – napiszcie tym bardziej! 😉

 

 

 

 

 

 

 

Jeżeli lubisz, udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *