• Przyjemne i pożyteczne

    Apteczne hity w mojej kosmetyczce

    Uprawiam pielęgnacyjny freestyle – zazwyczaj działam bez planu i kieruję się intuicją. Brak mi systematyczności, czasu i motywacji, co po 30-stce nie wróży zbyt dobrze… 😉 Chyba właśnie dlatego lubię mieć zawsze pod ręką apteczne preparaty, które teoretycznie wcale nie są kosmetykami, ale spisują się w tej roli znacznie lepiej niż niejeden „prawdziwy” kosmetyk. Większość z nich może nosić miano produktów ratunkowych, których działanie widać już po jednym zastosowaniu. Takiej ignorantce jak ja, ta przedziwna właściwość aptecznych hitów nie raz uratowała już skórę. I to bardzo dosłownie. Mam nadzieję, że znajdziecie tu dla siebie perełki, które uzupełnią Wasze kosmetyczki.   Maść z witaminą A Najcieplejsze uczucia żywię do niej zimą.…

  • Co mi w duszy gra

    Co ja właściwie chcę osiągnąć, kłócąc się przy dzieciach

    Jestem zwolenniczką mówienia dzieciom prawdy. Nie kłamię, że nie będzie bolało, jeśli będzie. Nie mówię też, że nic się nie stało i wszystko gra, jeżeli w środku gotuję się ze złości. Staram się jednak znaleźć złoty środek. Wyważyć poziom tej szczerości, czyli mówić tyle, ile dziecko jest w stanie w danym momencie przyswoić  i w taki sposób, aby zrozumiało.   Nie wolno nam uciekać przed trudnymi tematami. Nie mam na myśli odpowiedzi na pytanie „skąd się biorą dzieci?” i „co to jest seks?”, bo te rozmowy są nawet zabawne 😉 Możliwie szczere i spokojne rozmowy, to chyba jedyny sposób, aby dziecko czuło się bezpiecznie, aby wiedzę o kluczowych sprawach zdobywało…

  • Sekretne życie matki

    Bajka będzie długa, czyli jak usypiam dziecko, które chce mi udowodnić, że nie zaśnie

    Zaczyna się niewinnie. Od kąpieli. Pomijając, pełne dramatyzmu, naładowane emocjami i decybelami, epizody związane z myciem włosów, Księżniczka lubi myju myju oraz tym podobne spa. Później kolacja, zmiana pieluchy i zakładanie piżamki. O ile kolacja zazwyczaj znajduje dla siebie przytulny kącik w małym brzuszku a piżamka bez większych problemów otula małe ciałko swojej właścicielki (sielanka, nieprawdaż?), o tyle zmiana pieluchy to moment, w którym czujny obserwator zacznie podejrzewać, co się święci i zauważy pierwsze symptomy nadciągających kłopotów.   Ten wyczerpujący proceder to intensywny trening: dla Młodej – taniec Bollywood, dla mnie – cross fit. Czego to ja nie robię i do jakich trików się nie uciekam, aby udowodnić Hanuszce, że…

  • Co mi w duszy gra

    Chrzanić legendarną intuicję świeżo upieczonej matki!

    Co ci jest, kochanie? Jak ci pomóc? Brzuszek? Co takiego zjadłam? Może ząbki? Twoja babcia mówiła, że ja miałam wcześnie. No proszę, już ciiiii… Mamusia nie ma pojęcia, co robić. Widzisz, mamusia też płacze. Podać ci lekarstwo? A co, jeżeli jesteś uczulony? A co, jeżeli wcale go nie potrzebujesz? Dlaczego nie wiem, co robić? Miałam przecież wiedzieć. Miałam rozpoznawać Twój płacz. Bezbłędnie. Po kilku dniach. Wiedziałam, że nie nadaję się na matkę…. Co ci jest? Ile można płakać? Mama nie ma już siły. Ciiiii…. Proszę…. Nic nie działa. Masz sucho. Zjadłeś. Odcięłam wszystkie metki od twoich ubranek. Może chcesz spać? No pewnie, że chcesz! Więc dlaczego nie śpisz, tylko ryczysz…

  • Co mi w duszy gra

    W piżamie i z rozwianymi włosami, czyli migawki z mniej skomplikowanego życia

    Było dobrze. Było normalnie. Ktoś mógłby powiedzieć, że byle jak, widząc mnie o 9 rano na huśtawce – zupełnie „no filter”, w piżamie i z rozwianymi włosami. A ja mu na to, że było dokładnie tak, jak powinno być, kiedy robi się skok w bok od codzienności. Było tak, jak potrzebowałam już od dłuższego czasu. Dopiero, gdy pierwszy raz wystawiłam twarz do słońca, czując pod bosymi stopami trawę w ogrodzie moich Rodziców, zdałam sobie sprawę, jak bardzo potrzebowałam tych kilku dni, z dala od „szybciej, bo spóźnimy się do przedszkola” i „nie zapomnij o przelewie za czynsz”. Tak dobrze zrobiła mi ta majówka wśród ludzi, których kocham. Ten powiew gorącego…

  • Co mi w duszy gra

    Najważniejszy obowiązek każdej matki wobec dziecka

    Większość matek, wyłączając patologiczne przypadki, stara się wywiązywać ze swoich obowiązków wobec dziecka – zapewnić mu jedzenie, ubranie, dach nad głową, edukację, należytą opiekę. Całe rzesze nie poprzestają na tym regulowanym prawnie minimum. Zupełnie dobrowolnie, kierowane instynktem oraz miłością, idą o krok dalej i zaspokajają także emocjonalne potrzeby swoich dzieci, wpajają wartości, uczą funkcjonowania w społeczeństwie. Jest jednak powinność, z której, wywiązuje się niewiele mam, chociaż zaniedbania na tym polu mogą spowodować, że schrzanisz swojemu dziecku start w dorosłość i przysporzysz mu problemów na długie lata.   Wiecie, należę do tego obozu, który wcale nie oburza się, kiedy kobieta przyzna, że dzieci są dla niej najważniejsze. Co więcej, sama mogę…

  • Co mi w duszy gra

    Dobrze mi w tym kołowrotku

    Czasami codzienność nieznośnie uwiera. Ta rutyna, w której tylko gorączka, katar i guzy na czole pojawiają się z zaskoczenia. Przymusowa bezsenność. To poczucie, że wszystko, co dla siebie, jest wyczekane, ukradkowe, w przyspieszonym tempie albo odświętne. Świadomość, że ciągle z punktu A do punktu B. Kiedy trafia się jakiś offroad, to trasa niechybnie prowadzi do przychodni, sali zabaw lub na imprezę urodzinową jakiegoś kilkulatka. Kręcę się jak w cholernym kołowrotku a pomiędzy obrotami próbuję zajmować się czymkolwiek, co uchroni mój mózg przed przeobrażeniem się w ciastolinę. Ech, niby dziękuję Ci, Życie, ale docenianie tego, co się ma, to jedno a zmęczenie materiału – to drugie.   Otwieram jedno oko. Tylko…

  • Sekretne życie matki

    Ile dzieci zmieści się w dziurce oraz wielki nochal nieznajomej, czyli dramat w trzech aktach

    Najnowsze badania amerykańskich naukowców, przeprowadzone na reprezentatywnej grupie dowodzą, że przeciętna matka odczuwa wstyd i zażenowanie z powodu zachowania swoich dzieci średnio 48 razy dziennie. No dobrze, tak naprawdę to moje autorskie badania, jednak jestem przekonana, że wyniki nie kłamią!   Jako dowód, przytoczę poniżej przebieg jednego z przeprowadzonych w ramach badań eksperymentów. Polegał on na, wydawałoby się, banalnym zadaniu dowiezienia 4-letniego dziecka taksówką do miejsca, w którym ma odbyć się badanie lekarskie, pobycie w gabinecie oraz eskortowaniu małoletniego podczas powrotu do domu. Cóż złego mogłoby się wydarzyć? Jaki można mieć w tych okolicznościach powód do wstydu lub zażenowania? – zapytacie. Otóż niewinny eksperyment w niekontrolowany sposób przerodził się w…

  • Co mi w duszy gra

    Jak (na)malowana

    Zaczęłam malować się, kiedy stałam już u progu dorosłości. (Oczywiście mam na myśli tę formalną, bo co do tej realnej – wydaje mi się, że właśnie teraz stoję u jej progu 😉) Nie jestem pewna, ale prawdopodobnie to studniówkowy makijaż był moim pierwszym w życiu. Dzisiejszym maturzystkom zapewne nie mieści się w głowie, że wykonałam to „arcydzieło” na mojej twarzy na chwilę przed wyjściem z domu, bez próby generalnej, jedynie po lekturze artykułu w jakimś miesięczniku dla kobiet, tudzież nastolatek. To nie był udany mejkapowy debiut, choć wtedy wydawało mi się (miałam nadzieję?), że nie jest najgorzej… 😉   Bogactwo półek z kolorówką w drogeriach odkryłam po pierwszym semestrze studiów.…

  • Przyjemne i pożyteczne

    Gile do pasa, kilka pierwszych razów i narkotykowy baron, czyli podsumowanie ostatnich tygodni

    Ehh… ostatnio jakoś nie miałam głowy do podsumowań. Może z braku czasu? Wydaje mi się, że bardzo przyspieszył, mimo że dni są coraz dłuższe. Może to ta wiosna (a raczej lato) w powietrzu? W każdym razie praktyka pokazała, że w moim przypadku formuła podsumowań miesiąca raczej się nie sprawdzi. Zarządzam więc zmiany i wprowadzam nową świecką tradycję, czyli podsumowania co… jakiś czas 😉   Co u nas słychać Marzec zaczął się bardzo przyjemnie, bo od pierwszej imprezy urodzinowej Dominika „z prawdziwego zdarzenia”. Wiecie – koledzy oraz ich rodzice, zaproszenia, czapka jubilata – aż odruchowo się prostuję, kiedy o tym piszę 😉 Dominik świetnie odnalazł się w roli gospodarza imprezy i…